Słowo Sultans ma w języku moich rówieśników tylko jedną konotację: Dire Straits - niezrównani sułtani swingu. Trochę niedzisiejsi, trochę nudnawi, dający czadu* jakby lekko od niechcenia. Ale z jakim wykopem! Turner to marka konserwatywna do szpiku kości. Dave Turner jest wyznawcą pełnego zawieszenia od początku, czyli 1994 roku i nigdy nie wyprodukował sztywniaka. Nigdy nie pojawiła się linia ekonomiczna produkowana poza USA. Nigdy nie było kompozytowej ramy i nigdy nie zastosowano zawieszenia innego niż czterozawias. Pierwszy wyłom w tym życiowym credo Dave Turnera pojawił się w 2006 roku. Pracował wtedy w AMP dla Horsta Leitnera i nie bez walki i z wielkim bólem serca porzucił rozwiązanie, nad którym razem pracowali. Stosował je nawet po sprzedaniu go do Specialized, wierząc, że będzie mógł z niego korzystać.


Rama

Rama została zaprojektowana tak, żeby poprowadzić górną rurę możliwie jak najniżej. I faktycznie przekrok rozmiaru 48 cm jest niewiarygodny. Do tego stopnia, że na zakrętach nie da się docisnąć kolanem jakiejkolwiek części ramy. Jeszcze lepiej ilustruje to fakt, że przy nogawce spodni 34” mogę podnieść przednie koło na wysokość 50 cm i wciąż mieć nadzieję na potomstwo! Warto wspomnieć o tym, że już Burner z 1994 r., pierwszy rower w historii Dave’a Turnera, był zaprojektowany tak, żeby zawieszenie miało taką samą kinematykę bez względu na wielkość ramy. Po prostu damper podparty był nieco ponad osią suportu, a wahacz dociskał go do dołu za pomocą popychaczy. Dopiero później to rozwiązanie stało się powszechne i dziś trudno wyobrazić sobie inaczej skonstruowanego fulla. Niech Was nie zmyli rysunek ramy - Sultan jest okropnie wielki i rozległy. Siedząc na nim widać, że kierownica wyprzedza oś przedniego koła i raczej nie ma wątpliwości, do czego został przeznaczony. 120 mm skoku zaklęto w ramie o geometrii bardzo bliskiej XC. No, taka jest przynajmniej pierwsza impresja. Kierownica jest wysoko. Nawet po usunięciu wszystkich podkładek pod mostkiem, rozważałem odwrócenie mostka do pozycji negatywnej. Nie poddałem się jednak i postanowiłem sprawdzić, jak działa w pozycji gwarantującej lepszą precyzję sterowania. Okazało się, że nawet na bardzo stromych podjazdach powyżej 25% nachylenia Sultan prowadzi się spokojnie i nie myszkuje. Oczywiście w takich sytuacjach optymalną pozycją jest dalekie wysunięcie się do przodu, a bardzo miękko wyścielone siodło zapewnia doskonałe podparcie w czasie siedzenia na samym nosku. Na takich odcinkach Sultan jest precyzyjny i nawet na luźnym beskidzkim piargu jest łatwy do opanowania. Pozwala podjeżdżać tam, gdzie inne rowery trzeba już prowadzić. Można swobodnie wybierać linie przejazdu i rzadko kiedy pojawia się taki dysbalans, że rower sam wybiera trasę przejazdu po technicznie trudnym i niestabilnym podłożu.

Podjazdy
Zawieszenie DW Link na podjazdach jest poprawne. Suchość poprzedniego zdania trzeba uzupełnić stwierdzeniem, że na bardzo trudnych i długich podjazdach pod Pilsko, Rysiankę i Romankę pozostawiłem platformę w pozycji „2”, a i to tylko z gapiostwa, bo wcześniej stosowana „jedynka” była nieco zbyt „luźna” na idealnie gładkim szutrze pierwszego podjazdu z Sopotni Wielkiej. Rower raczej nie pompuje podczas piłowania na okrągło. Zawieszenie ugina się na poprzecznych rowach i dba o zachowanie przyczepności, wymaga jednak właściwego dozowania siły i nie wolno zapomnieć, że mocniejsze depnięcie wywoła potężny rozkołys, a niechlujnie pokonane nierówności potrafią niespodziewanie cofnąć korbę. Wymaga przyzwyczajenia i skupienia, ale - mimo wszystko - wytrawni rowerzyści docenią ten typ zawieszenia. Sultan nie jest tak nośny, jak się tego spodziewaliśmy, wymaga pracy nad każdym obrotem korby i coś go powstrzymuje. Masa kół? Bieżnik znakomitych w trudnym terenie opon? Zgadłeś. Nevegale są kochane. W górach trudno o bardziej skuteczną i wszechstronną oponę, ale w tym rozmiarze ważą niecałe 900 g. Mają spory balon, a klasycznie rozstawione duże klocki robią ze ścieżki miazgę, chwytają się nawet wilgotnych skał i obślizgłych korzeni, pozwalają na naprawdę dużo i dzięki temu Sultan, jak Hummer, tnie do przodu.

Zjazdy
Skojarzenie z Hummerem nie jest przypadkowe. Efekt żyro oraz rozmiary uniemożliwiają radosne pląsy i wyskoki. Postawienie go do manuala to wyczyn na miarę akrobacji cyrkowych, wyjście z progów na tylnym kole jest dla mnie do dziś nierealne. Wywołuje to długość tylnego trójkąta osiągająca aż 460 mm. Ale Turner ma własny sposób i warto się odważyć i pozwolić mu pokonywać takie przeszkody po swojemu. Najpierw łeb Sultana nurkuje w dziurę, potem pampers robi się wilgotny, przeszkoda podbija tylne koło, w wyniku czego okulary zachodzą mgłą... Jednak mimo wszystko OTB nie przychodzi, a Sultan z niewzruszoną pewnością tnie dalej mimo turbanu całkowicie zsuniętego już na oczy. Może dałoby się to zrobić z większą gracją, gdyby obniżyć siodło, ale „sztycy z windą” nie ma, a konstruktorzy odchudzili konstrukcję do tego stopnia, że nie ma nawet szybkozamykacza. No, z kluczem 5 mm w kieszeni obniżanie siodła jest bez sensu, prawda? Zawieszenie DW Link przy SAG-u 30% dość łatwo wykorzystuje pełnię skoku. Ryzyko dobicia nie istnieje, bo skakać się Sultanem nie da, dlatego warto wyregulować SAG w okolicach 20%, zwłaszcza że to lepiej koresponduje z charakterystyką pracy Foxa. Bo choć DW Link daje radę na miękko, przedni Fox ze zbyt niskim ciśnieniem bardzo szybko nurkuje i nie pomaga nawet trik, o którym pisaliśmy w bB#5/2011 (W Foxach RLC można tak wyregulować siłę kompresji, żeby widelec wykorzystywał blokadę skoku jako Platformę. Przy częściowym zablokowaniu widelca i ustawieniu wartości tłumienia kompresji na minimum, może to stanowić swego rodzaju stabilizację ugięcia. Widelec pracuje dopiero na szybkich uderzeniach wywołanych nierównościami, ignorując te powstające w wyniku nacisku na kierownicę czy uginanie wywołane hamowaniem). Widelec ustawiony twardziej nie cierpi na te przypadłości, ale i nie wykorzystuje pełni skoku. W efekcie sprężyście wyregulowany rower trochę bardziej podskakuje na nierównościach, jednak taka sztywność zestawu jakoś lepiej pasuje do niewzruszonego spokoju jakim emanuje Sultan. No bo popatrzmy prawdzie prosto w oczy: to nie jest endurak. Jego twórca mówi o nim jako o ścieżkowcu. Gigantyczna baza kół i koła 29” robią swoje, wystarczy odpowiednio ustawić kierownicę i dać się ponieść.

Na koniec
Cała aura tego roweru urzeka. Nie chodzi tylko o to, jak wygląda. Uroda pięknie frezowanych elementów ramy, jakość i głębia koloru wersji malowanej powala. Ja jednak zdecydowanie wolałbym kapitalnie wyglądające wersje anodowane. Nie tylko ze względu na fakturę powierzchni i fakt, że anoda na ramie pięknie się starzeje, a rysy oraz obtarcia tylko dodają jej seksapilu. W przypadku wersji lakierowanej z przerażeniem odkryliśmy, że zacisk bagażnika rowerowego dosłownie odkleił naklejki z logo! Turner Sultan mimo wszystko broni się efektywnością, zwrotnością i sprawnością na trudnych trasach. Sprawny jeździec poradzi sobie z nimi i nikt nawet na maszynie o bardziej endurowatym charakterze nie będzie na nas czekał. Dla „starszych chłopaków” niebagatelną rolę odgrywa też legenda Dave Turnera - prosa z początków kolarstwa MTB, który ścigał się w MTB w latach, kiedy my zakładaliśmy dopiero balonowe opony do Wigrusów i żuliśmy „donaldówy”. Sułtanom swingu nie będzie przeszkadzał brak ochoty do wygłupów na hopkach, bo bardziej pasuje im jazda w stylu maratońskim lub turystycznym.

Na stronie bike198.com znajdziecie całą historię marki i wywiady z jego twórcą

>>> Oto Hummer wielkiej turystyki MTB, niezwykle stabilny i efektywny <<<

Dodano: 2011-10-28

Autor: Tekst i zdjęcia: Miłosz Kędracki

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Sprzęt 2019

Przedwyścigowe dylematy sprzętowe

Singletrails Lechnica

Malta – Krawędzią klifu