W ubiegłym roku na targach Eurobike po raz pierwszy bardziej poważnie zainteresowaliśmy się rowerami elektrycznymi (patrzbB #10/2009). Wówczas bardziej jako ciekawostką branżową, ponieważ ten segment praktycznie nie istnieje w Polsce. Na tegorocznym Eurobike 2010 postanowiliśmy zgłębić temat, ponieważ obserwując dane o wzroście sprzedaży i wejścia na rynek coraz większych i poważniejszych graczy wierzymy, że popularność e-bike’ów w Zachodniej Europie i na całym świecie przełoży się z czasem na krajową ofertę.

W ciągu kilku lat pojawiło się na rynku kilka lub nawet kilkanaście różnych elektrycznych systemów wspomagających rowerzystę. Cześć z nich wymyślona przez drobnych producentów do 1-2 modeli, które oferują, ale z czasem pojawili się też wielcy, jak Suntour, Shimano czy ostatnio Bosch. W związku z tym rynek e-bike’ów ewoluuje bardzo szybko i, mimo że podstawowe założenia systemu są proste (akumulator z elektroniką sterującą, silnik, czujnik mówiący systemowi kiedy napędzać rower i komputerek do wyboru opcji), różnorodność rozwiązań jest ogromna. Konstruktorzy umieszczają napędy w przedniej, tylnej piaście, lub suporcie, akumulator zaś przy rurze podsiodłowej, na dolnej, bagażniku lub... nawet w plecaku. Kontrola systemu może ograniczać się do przełącznika wł./ wył. lub komputerka z 9 programami jazdy.

Na podstawie tego, co wystawiono na Eurobike’u, widzimy dwie gałęzie ewolucji napędu elektrycznego w rowerach: prawdopodobnie najczęściej będzie wykorzystywany w rowerach miejskich. Producenci chcą w ten sposób zachęcić do ich używania ludzi, którzy do tej pory unikali pojazdów napędzanych siłą mięśni - poruszanie się na nich będzie wymagało mniej wysiłku. Osoby starsze bez problemu podjadą pod spore nawet górki z koszykiem pełnym zakupów, a krawaciarze dojadą do pracy w świeżych koszulach oraz wrócą do domu bez problemu, nawet jeśli po całym dniu spotkań i prezentacji będą mieli ołowiane nogi. W konsekwencji e-bike’i mają doprowadzić do ograniczenia ruchu samochodów w miastach. Drugą gałęzią ewolucji są rowery sportowe, a konkretnie freeride’owe i zjazdowe. Kod genetyczny takich maszyn wyklucza podjeżdżanie wyżej niż do krawędzi kolejnego jumpa bez pomocy siły wyższej. Jak zauważyliśmy już w ubiegłym roku, dołożenie silników elektrycznych pomogłoby ich pilotom dostać się na ciekawe góry i zjechać nowymi szlakami, na które nie prowadzą wyciągi. Postanowiliśmy zrobić przegląd miejskiego i leśnego zwierzyńca i zastanowić się nad tym, rozwiązaniu którego producenta i której technologii wróżymy sukces reprodukcyjny i zasiedlenie naszych ulic i lasów za kilka lat, a który okaże się ślepą ścieżką ewolucji. Nie omawiamy wszystkich produktów, jakie są na rynku - nie starczyłoby numeru. Skupiliśmy się na tych oferowanych przez duże fi rmy, które mają potencjał, żeby spopularyzować e-bike’i.

Pełen tekst artykułu zamieściliśmy w wydaniu papierowym bikeBoard 10/2010 (gdzie kupić)

Tekst: Maciek Machowski, Paweł Steinke, zdjęcia: bikeBoard, Jacek Szalewski, Photo Messe Friedrichshafen, www.messe-friedrichshafen.de, arch. producentów.

Dodano: 2010-10-26

Autor: bikeBoard

Tagi: rowery elektryczne, Eurobike 2010

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • lekkie koła do maratonu
  • Road Tour 2019
  • Andy - Apu Wamani
  • testujemy: Fulle XC, Ghost Kato 3.9 AL, KTM X-Strada 20, Trek Madone SLR 9 Disc eTap,Merida Silex 200, Scott Ransom 920