Już na pierwszy rzut oka te 26” obręcze wyglądają na filigranowe. Okazuje się jednak, że czarne wyszczupla: 19 na wysokość i 24 mm szerokości, czyli przeciętnie i normalnie. Drugi rzut, tym razem na wagęrowerową.pl zrobił na nas lepsze wrażenie 390 g z opaską! 375 bez.

Kapitalny wynik, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że są kapslowane. Występują w wersji 32 otworowej, my testowaliśmy je w wersji na 24 otwory. Edge 7 nie są spawane. Łączenie końcówek profilu następuje w wyniku wciśnięcia do środka obręczy rdzenia z idealnie dopasowanego profilu. Obręcz jest rozgrzewana, więc zwiększa rozmiary, rdzeń chłodzony więc się kurczy. Po wciśnięciu i połączeniu, temperatury się wyrównują i rozszerzający się rdzeń w obkurczającej się obręczy zespala i łączy profil. Zaletą tego rozwiązania jest uniknięcie osłabienia miejsca łączenia obróbką termiczną w wyniku topienia się metalu przy spawaniu. Dzięki temu można zastosować najlżejsze profile o ultracienkich ściankach, których spawanie byłoby niemożliwe. Praktycznie tylko spawane ZTR-y są lżejsze, ale i prawie dwukrotnie droższe. Opony wchodzą bez najmniejszego problemu. Sprawdzono kilka rodzajów (Schwalbe Nobby Nic 2,25” zwijane, Continental Race King, oraz te o cięższym oplocie Geax Saguaro TNT). Producent oszacował górną granicę masy użytkownika na 85 kg. Pierwszy tester osiągnął świąteczną 79. Obręcze nie mają specjalnych właściwości tłumiących. Na kamienistych ścieżkach dało się odczuć silne drgania. Są sztywne i twarde, co czuć na ostrych zakrętach. Przy szybkiej jeździ tną aż miło. Nie brzęczą, co potwierdza solidne wykonanie.

W chwili otrzymania do testów miejsce połączenia dwóch końcówek profilu w Edge było idealnie dopasowane. Po 200 km zarysowała się naklejka osłaniająca miejsce połączenia. Po pokonaniu 500 km po wewnętrznej stronie można było zauważyć przesunięcie końcówek na łączeniu. I wtedy zdecydowaliśmy się przedłużyć test o kolejny miesiąc. Wrzuciliśmy na koła ciężkich riderów tylko minimalnie lżejszych niż limit i kazaliśmy im dać Rydom wycisk. Koła rzucone zostały na profilowane trasy grawitacyjne oraz kamienie i skaliste podłoże Jury. Testerzy zmieniali się raz za razem, żeby zdążyć pokonać jak największy dystans i upewnić się, czy obręcz rzeczywiście się rozłazi. Niestety dla nas, nie udało się nam zobaczyć większego zarysowania. Na szczęście dla Ryde szczelina nie powiększyła się (zdjęcie dokumentujące można zobaczyć na naszej www). Musimy jednak powiedzieć, że łączenie jest elastyczne. Styk zaczyna się błyszczeć, bo przemieszczające się profile zdrapują anodę. Rysa się nie powiększa, ale jest bardziej widoczna i można ją dziś zobaczyć także w przedniej obręczy. Ale odstęp nie zwiększył się ani o dziesiątek milimetra, ba nawet o „setkę”. Rozpytując dookoła starych mechaników dowiedzieliśmy się, że taka jest właśnie natura obręczy łączonych bez użycia spawu. Nie byliśmy w stanie rozwalić obręczy Edge i jesteśmy przekonani, że nie uda się to także innym użytkownikom mieszczącym się w limicie wyznaczonym przez producenta. Nie zalecamy użytkowania tak lekkich obręczy w cięższych rowerach i w bardziej grawitacyjnych przeznaczeniach. W XC i maratonach sprawdzą się niezawodnie. Pojawienie się rys na łączeniu ma na szczęście wymiar czysto estetyczny. W klasie lekkich obręczy do XC w dobrej cenie (189,90 zł) polecamy je lekkim zawodnikom.


Obręcze brały udział w teście, który na bieżąco publikowaliśmy on-line. Wszystkie wpisy naszych testerów możecie znaleźć TUTAJ.

Więcej obręczy znajdziecie w naszym Katalogu on-line.

Dodano: 2012-05-18

Autor: bikeBoard (JŚ, KuSz, SzJ)

Tagi: test on-line, ryde, obręcze

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • Czy CCC Team zaspokoi oczekiwania polskiego kibica?
  • Mistrzostwa Europy adventure racing w Polsce
  • Żywienie w kolarstwie górskim
  • Zaburzenie wzorca oddechowego i jego możliwe konsekwencje