Na co dzień jeżdżę TCRem, więc kiedy usłyszałem o możliwości przetestowania Gianta Defy – bardziej wyluzowanego długodystansowego brata nastawionego na ściganie TCRa, nie mogłem się oprzeć pokusie. Ciekawość pchnęła mnie też do pobuszowania w sieci w poszukiwaniu przecieków. Ze zdjęć i interpretacji forumowiczów wynikało, że nowy Defy pójdzie w stronę graveli.

Trochę mnie to zdziwiło, bo linia Defy jest najważniejsza dla Gianta w segmencie, który nazywają Performance Road. Pod względem sprzedaży w USA, UK i Francji bije razem wzięte linie TCR, Propel i niszowego TCXa. Ale takie przemiany się zdarzają. Np. Trek zrobił niby-gravelową odmianę Domane. Kiedy już miałem możliwość zobaczenia nowego roweru na własne oczy, okazało się, że Defy pozostał długodystansówką i zostaje na asfalcie. W plotce było też ziarno prawdy. To, co w sieci chodziło jako Defy 2019, okazało się być nowym gravelowym Revolt Advanced.


JAZDA
Po Defy spodziewałem się nastawienia na komfort, wiedziałem o wyższym i krótszym kokpicie. Jednak po wskoczeniu na wypasiony model Advanced Pro 0 mimo jednego z najlepszych osprzętów, jakich może chcieć amator - hydraulicznych tarczówek i Ultegry Di2, nie poczułem jedności z maszyną. Szosowy system immunologiczny krzyczał: o co chodzi z tą wysoką kierownicą!? W tym modelu firmowo pod mostkiem jest 5 cm podkładek. Ponieważ to konstrukcja zintegrowana – o czym za chwilę, nie ma opcji prostego przełożenia podkładek nad mostek. Trzeba ciąć sterówkę.

Ekipa Gianta, zwykle chętna do przycinania np. zintegrowanych sztyc do testów, tym razem się uparła: „nie o to chodzi, żebyś z tego zrobił TCRa. Spróbuj pojeździć z wyższą sylwetką – do tego zaprojektowaliśmy Defy’a” (...)


Cały tekst znajdziecie w bikeBoard 9/2018. Możesz też kupić e-wydanie.

Dodano: 2018-09-12

Autor: Tekst: Maciek Machowski, zadjęcia: Sterling Lorence Photography

Tagi: Giant

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.