Ramę nowego Myroona zaprojektowano i wykonano od podstaw według zupełnie innych pryncypiów i wyznaczników. Zwłaszcza, że od teraz ma jeszcze brata bliźniaka na kołach 29”. Oto porównanie obu maszyn.

Myroon, którego testowałem latem 2009 roku (bikeBoard 7/2009 (gdzie kupić)), należał do trójki najlżejszych konstrukcji (rama) ostatnich lat. Nowy Myroon za sprawą zupełnie nowych włókien, które wykorzystano, jest jeszcze o ponad 130 g lżejszy w średnim rozmiarze. Edycja 2012 jest zdecydowanie bardziej smukła, co od razu widać po wyraźnie spłaszczonym, bardzo szerokim węźle monostay i anorektycznych górnych rurkach tylnego trójkąta, ale także po rysach górnej rury. Dolna, dla odmiany, choć jest nieco bardziej spłaszczona i zarysowana, to jest szersza w okolicach suportu dla większej sztywności. W całości kształt ramy jest bardziej jednolity, gładki niż w wcieleniu poprzednim. Poza tym główka ramy z poszerzanym dolnym łożyskiem, suport na BB30 i zastosowanie zintegrowanego z rurami mocowania Post Mount wewnątrz trójkąta. Taki ruch częściowo wytłumaczony jest przez zastosowanie bardzo radykalnego wewnętrznego prowadzenia linek. Jest ono tak daleko „kamuflowane”, że naprawdę niewiele okablowania jesteśmy w stanie dostrzec. Dla całkowitego ograniczenia zewnętrznych elementów pancerzy zdecydowano się nawet na prowadzenie linki przedniej przerzutki w dolnej rurze i wypuszczenie z węzła eleganckiego uszczelnienia. Estetyka cudo. Pozostając przy przedniej przerzutce - jest ona montowana w „szosowym” uchwycie direct mount dla lepszej sztywności, większej precyzji i dla łatwiejszego ustawienia. Taki zabieg wymogło spojenie podsidołówki z dolną rura daleko przed mufą suportu. Manewr z podsisodłówką pozwala zachować większą przestrzeń dla tylnej opony, a tym samym ograniczyć zapychanie się trójkąta błotem. Zyskiem takiej konstrukcji dla użytkownika ma być zwiększony komfort z racji większej podatności nachylonej rury na pochłanianie drgań. Dla mnie największą bombą nowej konstrukcji jest niewątpliwie zastosowanie haków tylnego koła w standardzie 12 mm Thru Axle. I to właśnie ten detal zdaniem fachowców KTM decyduje w największym stopniu o zwiększeniu od 10-15% sztywności ramy, a przy tym wyeliminowanie najbardziej niekorzystnych naprężeń skrętnych tylnego trójkąta. W przypadku 29era zastosowano dokładnie takie same rozwiązania jak w przypadku małych kółek. Geometrię rozwiązano tak, aby zachować identyczną wysokość suportu dla podobieństwa obu konstrukcji. Ponadto dla lepszej manewrowalności 29er ma skrócony do 440 mm na widelec (także zasługa odgiętej rury) oraz szybki kąt główki o wartości 71,5o. Myroon 26” jest zdecydowanie bardziej zwinny niż jego poprzednik. Specjalnie porównałem oba „na gorąco”. Poprzednik był szybki w reakcji, ale stabilny w skręcie. Wersja A.D. 2K12 reaguje w momencie, gdy tylko zaświta w głowie pomysł o zmianie kierunku. Dziesiątki nagłych zakrętów następujących po sobie wprawiają go w euforię. Jadącego też - czułem się na nim jak na BMX-ie niemal. A nie był za mały. Podjazdy pokonuje pewnie, dobrze trzyma się nawierzchni. Jeśli nie jest zbyt luźna, to można wyjechać bardzo strome podjazdy. Wciąż należy delikatnie dociskać kierownicę do ziemi - lubi się podrywać, ale nie myszkuje. Bardzo dobrze radzi sobie na krętych wąskich singlach, gdzie istotnym wymogiem jest mały promień skrętu. Tłumienie drgań jest fantastyczne - doprawdy niewiele uderzeń przenosi się z siodła na kręgosłup, a przecież już poprzednik był świetny. W porównaniu do 29era nie pozwala na tak płynną jazdę na gęstych nierównościach poprzecznych, a także wymięka na co trudniejszych ściankach z korzeni na podjeździe, ale konkurencję i tak stawia pod ścianą i wali seriami. Na sekcji zjazdowej zafundowanej nam drugiego dnia nie zamieniłbym go na duże koła na pewno - 26” znacznie lepiej sprawdza się na tak krętych, wąskich i zachęcających do odrywania od ziemi singlach w poprzek stoku. 29er lepiej wygładza teren, ale nie jest ani w połowie tak skoczny i reaktywny. 26” dało mi na zjeździe (dość trudnym, krętym, kamienistym z Giggjocha) zdecydowanie więcej flow i zabawy. 29er szedł stabilniej, spokojniej, bardziej gładko, ale niestety wąskie agrafki już nie były dla tak banalne jak dla mniejszego brata. Wydaje mi się, że 26” dają się wyczuć znacznie lepiej i na dole krętego ciasnego zjazdu znalazłem się znacznie szybciej właśnie za sprawą skrętności, szybkości reakcji, ale i 12 mm osi tyłu. 29er Myroon pozwala poddać pod wątpliwość zasadność istnienia fulla - na podjeździe niewiele ustępował zawieszonej 26” Phinx’a, choć przyznam, że znalazłem sekcje, gdzie jednak klasyczny full okazał się bezbłędny od strzału, zawstydzając nieco 29era HT. By oddać mu cześć przyznam, że na zjazdach o nieco większej przestrzeni między sąsiednimi drzewami, a także o nachyleniu niebezpiecznie się zwiększającym pozwala podjąć nieporównywalnie większe ryzyko niż 26”. Dłuższy tył i większe koła dają większe szanse na uniknięcie OTB i znacznie pewniejsze pokonywanie nawet sporych progów, korzeniu i rock gardenów. Na zaserwowanym pierwszego dnia zjeździe o iście DH charakterze i nastromieniu wykiwałem bez problemu nawet kolesi na zjazdowym Gnition. Oba Myroon’y pozwalają na wygodną jazdę w siodle na szybkiej kadencji, co jest wspomagane dodatkowo przez świetne rozwiązanie monolink. Na tym polu czuć poprawę do poprzednika, który był w tej materii raczej neutralny. Przejście do jazdy na stojąco w przypadku 26” jest błyskawiczne często wskazane - można bezbłędnie wykończyć każdy podjazd. 29er w tej kwestii jest nieco bardziej zachowawczy - nie zabrania „skoków” tempa, ale raczej woli dokręcanie podjazdów w siodle. Choć technologia i założenia konstrukcyjne dla ram przeznaczonych obu wielkościom kół są praktycznie identyczne to cechy, a jednocześnie docelowe „poligony” i użytkownicy docelowi będą zgoła odmienni. Choć nawet w XCO wkracza powoli 29er to mimo wszystko Myroon 26” nadal pozostaje moim zdaniem bardziej skuteczną brzytwą do ogolenia wyścigu. Wiele za tym przemawia, z lepszym komfortem włącznie. 29er to zabawka dla długodystansowca i wymagającego turysty / etapowca. W perspektywie kilku dni pewnie pozwoli dłużej utrzymać się w siodle, choć przyznam, że na podjazdach dostawałem wyraźnie większej zadyszki niż na małym kole.

Dodano: 2011-08-18

Autor: Tekst: Jarek Hałas

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

  • Sportful Dolomiti Race
  • Rajdy dla Frajdy 2018
  • Jazda na rowerze a smog
  • Jak przygotować rower do sezonu zimowego?
  • Sygnalizacja w garści