Cube, po carbonowym Stereo, który gościł niedawno w naszej redakcji, wypuszcza na rynek tańsze - aluminiowe wersje, które pod nazwą Fritzz w różnych specyfikacjach, lecz z prawie identyczną do wspomnianego Stereo geometrią pragną opanować rynek. Miałem okazję testować Stereo, dlatego odbierając Fritzza 160 w najwyższej osprzętowo wersji „TM” wiedziałem, co się święci. Waga pokazała 14,8 kg dla rozmiaru 20”, co jest wynikiem niezłym jak na tę ilość skoku. Rama Fritzza jest dostępna w czterech rozmiarach i 3 wersjach wyposażeniowych dla modelu ze skokiem 160 mm. Są jeszcze dwa modele ze skokiem 180 mm, ale już na kołach 26”.

Zastosowane komponenty zostały wybrane z dość wysokiej półki. Świadczy o tym m.in. zawieszenie Foxa w topowych wersjach. Z tyłu znajdziemy damper Float X, który jest nowością na ten rok. Jego praca faktycznie nieco różni się od „zwykłego” Floata. Do lawirowania pomiędzy trybami CTD została powołana nowa manetka Foxa, która jest bardzo wygodna i zdecydowanie mniejsza niż jej poprzedniczka. Idąc dalej przez listę komponentów widzimy praktycznie kompletny napęd XT. Mogłoby się wydawać, że w topowej wersji zostaniemy uraczeni XTR-em albo XX1, ale XT zdaje egzamin celująco i rzetelnie wykonuje swoją pracę. Jedynym odskokiem od Shimano w napędzie jest korba e*thirteen TRS+ 22/36T z osią o ogromnej średnicy i specyficznym kształtem wpustu. Koła sygnowane przez DT wyglądają na bardzo wytrzymałe, mimo że mają tylko 28 szprych. W gotowości do jazdy wykazały się również przyzwoitą masą wynoszącą 2180 g dla przedniego i 2590 g dla tylnego koła. Fritzz jest według Cube’a rowerem „race ready”, tak więc nie mogło tutaj zabraknąć regulowanej sztycy Reverb. Hamulce Formula impulsowo dają wystarczająco dużo siły, lecz brakuje im nieco modulacji. Trasa testowa na targach nie jest jakoś strasznie wymagająca, ale na szczęście wystarczyła, żeby ocenić możliwości roweru z dużym skokiem. Pozycja jest wyprostowana i wygodna. Mimo że testowałem dość duży rozmiar, to Fritzz zachowywał zwinność. Szybko reaguje na ruchy kierownicą, nawet nie trzeba się specjalnie przechylać. Na ostrych i szybkich nawrotach tylne koło grzecznie podążało za przednim. Jest to na pewno zasługą Hans Dampf’ów 2.35 ze sporym bieżnikiem. Pracownik Cube’a określił te opony jako „medium enduro tire”, czyli takie, na których jeszcze da się coś podjechać. I faktycznie, nie tylko da się, ale można to robić sprawnie, ponieważ opony nie pozwalają na żadne uślizgi.

Niestety amortyzator nie ma Talasa, lecz jak się bardzo chce, to spokojnie można zapanować nad rowerem nawet na największych stromiznach. Cudów nie ma, bo rower stworzono z myślą o zjeżdżaniu, ale nawet na długich podjazdach Fritzz nie narobi wstydu. Zawieszenie działa identycznie jak w Stereo. Im szybciej jedziemy, tym zawias jest bardziej aktywny. Odblokowany przy silnym nacisku lubi pobujać, ale na szczęście z pomocą przychodzi wtedy tryb Climb w damperze. Aluminiowa wersja Stereo broni się wspaniale, bo niczego jej nie brakuje, a mocowanie ICSG rodzi apetyt na silniej sprofilowaną zjazdowo i bardziej odporną na użytkowanie maszynę. Jeździ równie dobrze co jego węglowy odpowiednik, a najtańsza wersja będzie kosztować 1999 €, co jest dobrym interesem, zważywszy na to, że w zamian dostajemy genialną ramę, Rock Shox Pike’a i resztę osprzętu ze średniej półki.

Dodano: 2014-03-11

Autor: Tekst: Szymon Janik

Tagi: full, cube, Eurobike 2013

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

  • Sportful Dolomiti Race
  • Rajdy dla Frajdy 2018
  • Jazda na rowerze a smog
  • Jak przygotować rower do sezonu zimowego?
  • Sygnalizacja w garści