W kultowym modelu XTC, przeznaczonym dla zawodników XC, Giant przechodzi sukcesywnie na koła 29”. W Stanach nie ma już nawet opcji 26” w ofercie. Wersje dostępne w Polsce pozostają wierne europejskim korzeniom XC. Do testu trafił trzeci od góry model, który dzieli z „wyższym” Composite 0 ramę.

Technika
XTC przyciąga uwagę. Dyskretna czerń ramy kontrastuje z namalowanymi czerwonymi pasami, bijącymi po oczach pancerzami i przewodami hydraulicznymi, tworząc razem dynamiczne połączenie, które przypadło nam do gustu. Jak na współczesne standardy rama XTC ma raczej
kompaktową długość i utrzymała sprawdzone klasyczne kąty z pogranicza cienkich kół stosowane w wyścigowych maszynach cross country od lat. To nie oznacza, że jest staroświecka - odfajkowaliśmy wszystkie nowinki technologiczne jak poszerzana główka ramy mierząca przy dolnych miskach 1½”, powiększone i wprasowywane łożyska suportu w standardzie Shimano off-road o 90-milimetrowym rozstawie (BB90), czy zacisk tylnego hamulca mocowany do ramy w standardzie Post Mount. Tylny widelec to monostay u góry. Na dole widełki łańcuchowe poprowadzono osobno aż do suportu zostawiając mnóstwo miejsca na błoto. Bierzcie przykład konkurenci! Relatywnie wąski rozstaw nie pozwoli poszaleć z oponami przeznaczonymi do czegoś innego, niż XC. Osprzęt dobrano z umiarem. Aluminiowe elementy kokpitu pochodzą z własnej linii Giant Connect - dość ciepło przyjmowanej na rynku, napęd skompletowano na bieżącej wersji Shimano XT Dyna Sys 3x10 z łańcuchem włącznie. Tylko przednia przerzutka to radzący sobie świetnie SLX. Nielekkie koła są zbudowane na klasycznych elementach DT Swiss (obręcze 32-otworowe i tylna piasta serii 370 z osią 10 mm), przednia piasta 9 mm to Giant Tracker. Tylne koło mocuje się wielokrotnie komentowanym przez nas szwajcarską bezkrzywkową dźwignią RWS, która działa znacznie lepiej niż klasyczny zacisk w przednim kole. Rama XTC to sklejany z kilku części monolit z włókien klasy T-600. Uważni czytelnicy zapewne pamiętają, że Giant reprezentuje podejście integracyjne. We własnych fabrykach nie tylko produkuje aluminiowe rury, ale również tka włókna węglowe w warstwy, których później używa się do konstrukcji ram. Większość konkurentów kupuje gotowe prepregi. Daje to Tajwańczykom możliwość samodzielnego kontrolowania jakości w najdrobniejszych szczegółach.

Jazda
XTC jest bardzo sprawną maszyną. Pokonywanie podjazdów jest super-efektywne, ale to w sumie nic odkrywczego dla zwartego hardtaila. Lubi wstawanie z siodła. Odświeżające są wrażenia na technicznych pasażach i zjazdach. Każdy, kto po dłuższym wożeniu się na fullu, przesiądzie się na tego ścigacza ze zdziwieniem zauważy, jak dobrze radzi sobie w trudniejszym terenie. Rama wygładza krawędzie kamieni w magiczny sposób, charakterystyczny tylko dla najlepszego carbonu. Maszyna wymaga skupienia z powodu natychmiastowych reakcji na skręt i pochylenie oraz braku marginesu na błąd z przyszczypaniem dętki w tylnym kole, ale w żadnym momencie nie staje się nieprzewidywalna. W sprawnie pokonywanych agrafkach czuje się krótką bazę kół. Fox F100 RL o bardzo liniowej charakterystyce skoku ma wreszcie to, czego brakowało mu przez lata - manetkę i jest to opisywany już przy okazji innych testów udany model, produkowany przez Shimano. Po zablokowaniu tłumienia widelec pozostaje aktywny przy większych nierównościach lub celowym rozbujaniu, ale bez prób przechytrzenia go na podjazdach na stojąco ugina się tylko minimalnie i natychmiast komunikuje nadgarstkom rozpoczęcie zjazdu bez otwarcia zaworu. To, co uderzyło nas jeszcze nim dojechaliśmy do testowej leśnej pętli i pogłębiło się podczas jazd w terenie przypominającym pucharowe trasy XCO, to zestawienie napędu. Rower klasy wyczynowej, a tu tarcze 42/32/24 i kaseta 11-36. Bardzo miękkie zestawienie, które przy próbach naśladowania prosów powoduje dwa zachowania. Po pierwsze większość czasu spędza się na średniej tarczy. Młynek jest praktycznie niepotrzebny bo wszędzie tam, gdzie można by się do jego pomocy uciekać, właściwie szybciej będzie podbiec. Po drugie większość czasu spędza się w górnych strefach kasety (małych zębatkach). Tego typu rower aż prosi się o zerwanie z klasyką i wstawienie dwutarczu z mniejszą kasetą jak we flagowym XTC Advanced SL. Byliśmy mile zaskoczeni oponami. To nie pierwszy raz, kiedy na nich jeździliśmy, ale nigdy jakoś nie złożyło się, żeby pasowały do warunków. Dzień, dwa po deszczu, ubite leśne ścieżki i wilgotnawe kamienie to domena Larsenów. Nie są zbyt szerokie (50 mm), ale bardzo dobrze podkreślają sztywność ramy w zakrętach i przenoszą hamowanie i napęd. Zadowolenie wzbudziły też hamulce Avid Elixir R, choć uważamy, że w rowerze przeznaczonym na nie całkiem dziki teren, przednia tarcza o średnicy 160 mm wystarczy.


>>>XTC można polecić ambitnym amatorom bądź rozpoczynającym przygodę z pierwszym sektorem startowym, którzy w miarę rozwijania skrzydeł będą sami dostosowywać wyposażenie do rosnących możliwości i apetytu<<<

Dodano: 2012-04-24

Autor: Tekst: Maciek Machowski, zdjęcia: Jacek Wejster

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

  • Sportful Dolomiti Race
  • Rajdy dla Frajdy 2018
  • Jazda na rowerze a smog
  • Jak przygotować rower do sezonu zimowego?
  • Sygnalizacja w garści