O tym rowerze pisaliśmy już w poprzednim numerze bB #7/2014 i obszernie omówiliśmy wszelkie zaawansowane technologie użyte do budowy tej maszyny. Dodajmy: superlekkiej maszyny.

Teraz mieliśmy sporą przyjemność przetestować go w warunkach, do jakich został stworzony. Ten unikalny test przeprowadziliśmy na trasie Pucharu Świata w Novym Mescie. Jeździliśmy na rowerze w rozmiarze M i – dzięki sztycy 430 mm - bez najmniejszego problemu mogłem dopasować go do siebie. Na pierwszy ogień poszedł podjazd, którym w szpalerze kibiców zawodowcy wspinają się w stronę Vertical Drop. Mniej strome odcinki mogłem pokonywać w zawrotnym tempie. Efektywny kąt podsiodłowy (73,3°) pozwala kręcić z wysoką kadencją. Napęd SRAM 1x11 przystosowany jest do stromych podjazdów, ale został dostosowany do zwykłych śmiertelników przez zastosowanie zębatki suportu 32 z. Pokonywanie sztywnych podjazdów to niezwykła przyjemność. Redakcyjna waga potwierdziła, że rower seryjny rower jest niesamowicie lekki - 8730 g (bez pedałów). Powoduje to, że nawet tak trudny odcinek na trasie jak Expert Climb 2 mogłem pokonać w tempie „prawie” pucharowym.

Nie tylko masa całkowita roweru jest ważna, w przypadku tak sztywnego i długiego podjazdu większe znaczenie ma lekkość kół na obręczach Enve. Geometria roweru nakazuje cały czas atakować, podkręcać tempo, wstawać z siodła i wręcz gryźć kierownicę na podjazdach. To duża zaleta, ponieważ pokonanie tak stromego odcinka jak Expert Climb 2 w siodle nie jest łatwe ze względu na szybkoskrętność tej maszyny.


F-Si idzie pod górę jak pocisk. I tego można było się spodziewać, przemawiają za tym bowiem parametry fizyczne, jak masa, czy nisko umieszczony kokpit. Jednak najbardziej zadziwiające jest to, jak ten bolid zjeżdża. To porównanie nie jest przypadkowe, ponieważ Cannondale F-Si prowadzi się jak gokart. Dzięki supersztywnemu układowi sterowania najmniejszy ruch kierownicą powoduje natychmiastową zmianę kierunku jazdy. Ten parametr jest nieporównywalny z żadnym innym rowerem tej kategorii i tej klasy, na jakich jeździłem. Największy wpływ na to ma nowy niewiarygodnie sztywny Lefty, o którym warto więcej przeczytać korzystając z linku pod spodem. Ten widelec, w połączeniu z carbonowymi kołami Enve, sprawia, że nawet tak ekstremalnie trudne rock gardeny jak „Rubena Choice” czy „Rock & Roll” stają się możliwe do przejechania z zaskakującą płynnością. Manewrowanie między głazami przy dużych przeciążeniach nie robi na układzie sterowniczym żadnego wrażenia, a kierowanie jest bardzo precyzyjne i pewne. Przekonstruowany Lefty, oznaczony symbolem 2.0, ma poprawione zaworowanie, zwiększony przepływ oleju i nareszcie zaczął działać jak trzeba. Od nowości stał się czuły na mniejsze nierówności, co było dużym problemem w poprzedniej wersji. Znacznie bardziej wyścigowa geometria modelu F-Si umożliwia pokonywanie takich krętych odcinków, jak np. segment „AC/DC” pucharowej trasy w Czechach, płynnie i z większą prędkością niż rywale. Inżynierom Cannondale udało się zaprojektować chyba najkrótszy tylny trójkąt na rynku wśród rowerów 29” (a można założyć w nim przednią przerzutkę!). W połączeniu z gigantycznym wyprzedzeniem widelca (55 mm) maszyna świetnie manewruje na małych prędkościach. Bez wątpienia to najlepszy wyczynowy HT 29”, na jakim jeździłem (a z kilkoma miałem już do czynienia).

Kluczem do sukcesu F-Si jest integracja poszczególnych elementów. Widelca mostka, korb, kół itd. Tu wszystko ściśle do siebie pasuje i współgra. Każdy element został dopasowany do konkretnej części tego roweru, a nie według uniwersalnych standardów. Właśnie z tego powodu cena jest tak wysoka. Nie ma najmniejszego sensu kupowania samej ramy lub kół z myślą, że uda się złożyć podobnie jeżdżącą maszynę. Takim sposobem nie osiągniemy nawet połowy zalet F-Si. Ten rower trzeba po prostu kupić w całości (31 499 zł). Ja już wrzucam pierwsze oszczędności do świnki.

Więcej na temat Cannondale F-Si znajdziecie TUTAJ

Dodano: 2015-02-13

Autor: Tekst: Kuba Chryczyk

Tagi: Cannondale, F-Si Carbon Team

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Sprzęt 2019

Przedwyścigowe dylematy sprzętowe

Singletrails Lechnica

Malta – Krawędzią klifu