W roku dwa tysiące dziesiątym najbardziej obiecującą linią widelców Marzocchi będą modele o skoku 120 mm. Bo zwiększenie skoku w rowerze nie jest takie proste. Trzeba pamiętać, że rower będzie cięższy, bo fizyka i inżynieria materiałowa to nie powieść science fiction. Cięższy i bardziej rozpędzony rower coś musi powstrzymać, i nie chodzi tylko o mocniejsze hamulce i większe tarcze.
Dochodzą jeszcze takie detale jak większe opony dla lepszej przyczepności, szersze obręcze, żeby dało się je skutecznie nałożyć... w jednym zdaniu: wzrost skoku to początek łańcucha przyczynowo skutkowego, który kończy się dla roweru źle, jeśli chodzi o masę i dla użytkownika - jeśli chodzi o cenę. Ale to nie koniec, bo jak się okazuje, tylko niewielu utalentowanych jeźdźców potrafi wykrzesać z maszyn o skoku 140, czy 150, czy 160 mm więcej. „Normals” takim rowerem ani dalej nie skoczy, ani dużo szybciej nie pojedzie. Nie mówiąc już, że znieczulony biker nie czerpie z jazdy takiej przyjemności nie mając wpływu na jego zachowanie się. Efekt jest taki, że rynek zaczął weryfikować powiedzenie, że „więcej to lepiej”, a naszą uwagę zwrócił bardzo popularny w tym roku trend powrotu do wartości skoku rzędu 120 mm. Ta klasa nazywana jest rowerami ścieżkowymi. Nawet w najtrudniejszym terenie skoku wystarczy, bo w końcu nie wszyscy większość czasu spędzają w locie koszącym, nie każdy chce, może i ma gdzie eksplorować całkowite bezdroża. Za to większość użytkowników chce i potrzebuje samodzielnie wyjechać na szczyt, żeby potem swobodnie opaść w dół. Dla nich kompromis dwóch centymetrów skoku może oznaczać większą dostępność sprzętu i przednią zabawę, także pod górę. Najważniejsze jest jednak to, że rowery tej nowej klasy są bardziej wszechstronne od wyścigowych fulli klasy 100 czy też endurowatych „stoczterdziestek”. Rowerem o większym skoku niewielu chciałoby wybrać się na maraton, podczas gdy „stodwudziestką”, nawet o bardziej zrelaksowanej geometrii, jak najbardziej. Pojawienie się tego segmentu sygnalizuje, że użytkownicy poszukują „roweru górskiego”, czyli uniwersalnego wszędołaza, którym bez obciachu można dojechać do mety maratonu i sprawnie pokonać górską ścieżkę, którą żaden organizator maratonu nie poprowadzi.
Testy pokrewnych rowerów:
GT Sensor 1.0
Ghost AMR 7500
Cannondale RZ One Twenty 1

Nowy model w kolekcji Meridy wypełnia przestrzeń pomiędzy Crossowymi 96 o skoku poniżej 100 mm i przeznaczonym do enduro Trans – Mission ze 140 mm na obu końcach. Nazwy ostatnio stosowane przez Meridę nie pozostawiają wątpliwości. Testowany model wyposażono w widelec i jednozawiasowe zawieszenie o skoku 120 mm. Kąty ramy i skok amortyzacji One-Twenty plasują ją w klasie ścieżkowców. Do testu otrzymaliśmy drugi od góry model, który dzieli z topowym HFS 3800-D ramę, ale ubrany jest w bardziej dostępne cenowo komponenty. Zawieszenie tylnego koła to sprawdzona już koncepcja z nieco skomplikowanym, ale sztywnym bocznie układem prowadnic używana w Trans-Mission. W One-Twenty nieco odchudzono wszystkie elementy dostosowując je do mniejszego ugięcia. Główny punkt obrotu asymetrycznego wahacza na wysokości górnej linii zębów średniej tarczy gwarantuje pewną mechaniczną odporność na straty energii przy pedałowaniu, ale właściwie efektywność zawieszenia polega na „inteligencji” dampera z platformą. 2 godziny na bardzo mało wymagających trasach to zdecydowanie za mało, żeby poznać jakikolwiek rower, ale nawet tyle czasu wystarcza, żeby się przekonać, czy rower ma potencjał. One-Twenty nie zaskakuje. To spokojny, zrównoważony rower ogólnego zastosowania. Pod względem efektywności na podjazdach nie ma żadnych szans z 96, ale w rękach doświadczonego bikera mogłaby dotrzymać koła Trans-Mission na większości normalnych zjazdów. Ma wyraźnie więcej wspólnego z all mountain niż XC. Zawieszenie dzięki uzbrojeniu w Foxy po obu stronach ma dość jednolitą charakterystykę. F-kę z przodu można polubić za niską wagę, choć więcej charakteru wniósłby do roweru Float o bardziej liniowej charakterystyce ugięcia. Hamowanie wydaje się w niewielkim stopniu wpływać na aktywność tyłu. Na One-Twenty od razu poczuliśmy się jak w dobrze uszytych jeansach. Nikt na nasz widok nie walnął szczęką o ziemię, a my nie czuliśmy nadludzkich mocy. Jednak już od pierwszych minut nic nas nie uwierało i nie musieliśmy się martwić, czy pęknie jakiś szew przy głębszym pochyleniu i czy damy radę wspiąć się na wystający wysoko korzeń.

Dodano: 2009-10-31

Autor: Tekst: Maciek Machowski

Tagi: Merida

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • lekkie koła do maratonu
  • Road Tour 2019
  • Andy - Apu Wamani
  • testujemy: Fulle XC, Ghost Kato 3.9 AL, KTM X-Strada 20, Trek Madone SLR 9 Disc eTap,Merida Silex 200, Scott Ransom 920