Nie tak dawno pisaliśmy o pierwszym w historii węglowym sztywniaku Kony do XC. Takie posunięcie nie stanowi być może zbyt dużego zaskoczenia zarówno w erze wszechobecnego carbonu, jak i wobec istnienia wiele lat wcześniej doskonałych „skandyjskich” sztywniaków Kula. Niemniej w pełni zawieszone rowery kanadyjskiej marki raczej mało wbijały się w segment długodystansowy.

Reklamowany jako przełom w zakresie konstrukcji w pełni zawieszonych - Magic Link - był już naszym bohaterem testów bB#7/2009, #7/2010 i #4/2011. Po rowerze o niebotycznym skoku 200 mm, który za sprawą magicznego ogniwa robił jeszcze większe wrażenie zakresem jego redukcji do 130 mm, przyszła kolej na rower definitywnie przeciwnego bieguna zastosowań. Jakie zatem efekty dało zaangażowanie się potentata w świecie rowerowej rąbanki i grawitacyjnych perwersji w dziedzinę rowerów, którym bynajmniej nie powinno być po drodze z wyciągiem? Przeczytajcie test długodystansowej Kony 2+2.

Konstruktorzy Kony reklamują 2+2 jako najbardziej wszechstronny rower do zastosowań, które można swobodnie skupić pod szyldem długodystansowego XC - poskramiacz maratonów, najlepszy kompan na wielodniowe wyprawy górskie czy też etapowe wyścigi MTB. Koncepcja zaklęcia cech Magic Link miała zaowocować stworzeniem wszechstronnego roweru. Geometria dostosowująca się do rzeźby terenu i jego wymagań ma uczynić z 2+2 rower o efektywności XC przy zachowaniu wygody ścieżkowca. 2+2 zwraca uwagę miękkimi kształtami rur wykonanych ze scandium. Zasadniczo koncepcja zawieszenia i ogólny kształt konstrukcji są żywcem przeniesione ze wspomnianego potwora CoilAir. Oczywiście z poprawką, że wszystko jest delikatniejsze i oparte na mniejszych przekrojach. Także węzeł Magic Link i tłumika jest identyczny, lecz w odpowiedniej skali. Konstrukcja główki wynika z tendencji, które panują w zdecydowanej większości rynku, ale z drugiej strony także odzwierciedleniem grawitacyjnych skłonności marki. Rozczarowaniem może skończyć się rytualne ważenie, bo przy mało masywnej wizualnie konstrukcji trudno strawić niemal 3 kg i to przy średnim rozmiarze. Kuracja odkoksowania okazała się nieskuteczna. Tym bardziej, że po konstrukcji ze scandium spodziewałem się nieco mniej, niż po klasycznym stopie Al. Ból tym większy, że dochodzi jeszcze waga liska. 2+2 na pewno zaspokaja designersko moje subiektywne oczekiwania. Na początku testu do granic irytacji, a później już obłędnych poszukiwań przyczyn, doprowadzało mnie donośne terkotanie łańcucha na najtwardszym przełożeniu. Wstępnie za winną uznałem niewyregulowaną przerzutkę tylną, a konkretnie śrubkę „h”. Gdy kręcenie nic nie dało, winnego znalazłem głębiej. Ale dopiero po 2 dniach. Napięty łańcuch kolidował delikatnie z zawleczką ośki obrotu zawiasu. Trudno powiedzieć, czy błąd leży po stronie konstrukcji, czy gdzieś indziej. Dziwne. Tyle o worku, a teraz czas na szydło, które w nim siedzi.

2+ …
… czyli o podjazdach i odcinkach płaskich. Pozycja na Konie utożsamia bardzo pożądane przez znaczną część długodystansowców cechy. Stromy kąt podsiodłowy zadowoli zawodników zdolnych do utrzymania wysokiej kadencji. Szczególnie w zawodach etapowych jest to zaletą i sprzyjającą predyspozycją. Szybki rytm w dużo mniejszym i wolniejszym stopniu przyczynia się do mikrourazów i przeciążeń włókien mięśniowych i umożliwia szybszą regenerację. W przeciwwadze pozostaje główka nachylona – już w pozycji wyjściowej, nieobciążonej - pod nienaturalnie płaskim dla XCM kątem. Taka kompozycja pierwszoplanowych cech geometrii przekłada się - mimo długiej na ponad 600 mm rury górnej - na bardzo otwartą i wyprostowaną pozycję zawodnika. Nie jest to bynajmniej żadne wynaturzenie, gdyż podobne pryncypia skutecznie wśród zawodników forsuje Spec w Epickiej serii. Jednocześnie po samym kącie główki nie należy wyciągać wniosków, gdyż w tym wypadku prowadzenie roweru jest bardzo neutralne. Kona najchętniej składa się w zakręty zachęcona ruchem kierownicy popartym zdecydowanym ruchem całego ciała. Zawieszenie 2+2 w pierwszej części skoku jest niezwykle aktywne. Przepraszam - czułe do tego stopnia, że równa jazda w siodle po ostrej kostce brukowej, czy też najeżdżanie niskich krawężników są odczuwalne wyłącznie z przodu. Sprężynka ML pierwsza przejmuje takie nierówności. Następuje przesunięcie koła w tył, a dopiero potem w górę, a tym samym wygładzanie nierówności „na okrągło”. Reba jest czuła, ale pozostaje o krok za magikiem. Abyście jednak nie pomyśleli, że 2+2 z pełnym szacunkiem obchodzi się z Waszą energią dodam, że aktywność tego zawieszenia jest bardzo zauważalna. Nie jest uciążliwa, ale nawet przy włączonym trybie pro-pedal w lisku obserwujemy wyraźną pracę zawieszenia z niewielką amplitudą. Najmniejszy wpływ na uginanie zawieszenia ma użycie młynka z przodu, kiedy to łańcuch spoczywa poniżej tylnego zawiasu wahacza napinając go jednocześnie. Rower wspina się - czego wstępnie można się nie spodziewać przy tej pozycji - niczym przyklejony. Choć im bardziej stromy podjazd, tym modyfikacje geometrii siodła za sprawą ML są wyraźniejsze, to skuteczne pokonywanie podjazdów nie jest niczym ograniczone. Istotny wpływ na sprawne wspinanie ma też umiarkowana jak na fulla długość 430 mm wahacza. Dzięki aktywności zawieszenia i otwartej pozycji może się wydawać, że domeną 2+2 pozostają kręcone z siodła odcinki. Niemniej pchane ze środka, strome ścianki pokonuje nadzwyczaj skutecznie i pewnie. Po stanięciu na korby środek ciężkości wyraźnie przesuwa się do przodu, co w połączeniu z szerokim riserem niesamowicie ułatwia robotę.

Komfortowy rower długodystansowy, który zawodnikowi z rodowodem grawitacyjnym stworzy namiastkę XCM, a turyście pozwoli efektywnie pokonać większość górskich wycieczek.

Dodano: 2011-07-28

Autor: Tekst: Jarek Hałas

Tagi: full, kona

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Santa Cruz High Tower LT

Canyon Neuron AL 8.0

Rockrider XC100s

Fuji Supreme 1.1

Merida Scultura 5000

Bloki szosowe vs MTB