Liczba w nazwie wskazuje na wartość skoku, zatem w zgodzie z naszą terminologią jest to rower z kategorii enduro. Biorąc go do ręki ma się poczucie, że czegoś mu jednak brakuje i to w bardzo pozytywnym sensie. Otóż, żeby wpisać się w standardy to brakuje mu ze dwóch kilogramów. Oprócz kompletacji odpowiedzialna za to jest bazująca na doświadczeniach kompozytowa rama. Najwyraźniejszą różnicą względem poprzednich wersji jest dodatkowa belka łącząca górna i dolną rurę ramy.

Ian Alexander odpowiadający za nowe rowery powiedział nam, że ta mała zmiana konstrukcyjna wywołała 11% poprawę sztywności przodu ramy. Testy jakie przeprowadzaliśmy podczas Demo Day monachijskiej wystawy ISPO w bikeparku Samerberg wykazały, że przód roweru jest rzeczywiście sztywny, a inicjacja zakrętów precyzyjna. Trudno jednoznacznie wskazać czy decyduje o tym rama czy bardzo wysoko notowany przez naszych testerów widelec Fox z goleniami średnicy 34 mm. Tylny wahacz robi kolosalne wrażenie, jest wielki i dodatkowo wzmocniony przelotową ośką 12 mm i tylko anodowane kapsle na dożywotnio gwarantowanych łożyskach włączają czerwone światełko.
Przy ostrym zakręcaniu tył lekko „wyjeżdża” na zewnątrz i trzeba korygować skręt kierownicy, żeby zachować właściwą trajektorię. Ale kiedy wziąć pod uwagę niezwykłą lekkość roweru (szacujemy ją na mniej niż 11 kilo) okazuje się, że producenci brali ten kompromis pod uwagę.

Whyte ma bardzo spokojny kąt główki ramy 66°, co jest silnie wyczuwalne na stromych odcinkach. Jest bardzo stabilny i sterowalny nawet na bardzo trudnych technicznie szlakach. Można pozwolić mu pojechać szybko i agresywnie. Trzeba tylko liczyć się z tym, że suport umieszczony jest naprawdę nisko. Uderzenia korbami w przeszkody są na porządku dziennym.
Whyte dość opornie się wybija, widelec „tonie” choć w czasie testu nie byliśmy w stanie go dobić, czy choć doprowadzić do granic skoku. Górna rura jest dość długa i nawet krótki, 70 mm wspornik nie zmniejsza poczucia nadmiernego jak na aspiracje grawitacyjnej maszynki wysunięcia przed oś koła. Mimo wszystko rower odważnie zachowuje się zarówno podczas szybkich szarż jak i na wolnych pasażach w dół.

Na asfaltowych podjazdach nawet w ustawieniu C tył zawieszenie bardzo pompuje. Co ciekawe, podniesienie się z siodełka znacznie usztywnia wahacz i zawieszenie Whyte'a zamiera w bezruchu. Na terenowych podjazdach można tego użyć jako broni na naszpikowane przeszkodami szlaki. Siadając na siodle wahacz połknie wszystko, a po powstaniu nie uroni nawet 10 kilodżuli.

Projektowany na brytyjskie trasy Whyte nie jest pozbawiony wad i raczej trudno powiedzieć, że jest maszyną idealną. Jest jednak bardzo ciekawy i unikalny, choć zawieszenie tyłu to dość powszechny system TPO. Próby stworzenia ultralekkiego karbonowego ścigacza dobrego na zjazdach zawsze będą obaczone ryzykiem zbyt radykalnego wyjaltowania, co przekłada się na niedobory sztywności albo za małej na oczekiwania krossiarzy efektywności napędzania. W tym wypadku kompromis osiągnięto w połowie drogi i tylko od potencjalnego użytkownika zależy czy jest to punkt dla niego optymalny.

Dodano: 2012-11-26

Autor: bikeBoard (MK)

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory