łamanie konwencji

Giant nie bał się kontrowersji przedstawiając drugą generację Propela – dedykowanej szosówki aero. Będzie dostępna tylko z hamulcami tarczowymi, z kołami o różnych głębokościach profili z przodu i tyłu. Ogromny zintegrowany mostek przyćmiewa najpotężniejsze wsporniki profesjonalnych sprinterów. Z perspektywy profili aerodynamicznych, rama ma tyle wspólnego z poprzednią wersją co pocisk z kroplą.

Czy w tym szalenstwie jest metoda?

Pierwszego Propela opisaliśmy w bB #3/2013. Od tego czasu wszyscy znaczący producenci dodali do swoich kolekcji rowery aero i część z nich przebiła Propela parametrami. Andrew Juskaitis – szef marketingu Gianta przyznał, że już od dawna dostawał masowe zapytania o nowy model. Dział inżynieryjny chciał jednak wypuścić absolutnie dopieszczony produkt. Dla porównania – produkcyjna wersja pierwszego Propela powstała w wyniku 80-ciu iteracji modelowania komputerowego, a nowa 300-tu i do tego wielu sesji w tunelu aero.


W przekroju, rury Propela Disc nie mają już kształtu kropli, tylko połówki elipsy. W ten sposób nowa rama jest bardziej opływowa przy bocznym wietrze pozornym, który, jak wiadomo, zdarza się bardzo często. Niewątpliwie centralnym punktem zwracającym uwagę w nowym modelu jest ogromny mostek, dzięki któremu całkowicie schowane są wszystkie kable i przewody. Oczywiście Giant nie proponuje amatorom przybierania ekstremalnych pozycji profesjonalistów, ale nawet w rowerze w rozmiarze M z mostkiem w fittingowym rozmiarze 100 mm, wspornik połączony z owiewką mierzy 19 cm. Dla samego schowania linek wystarczyłby znacznie mniejszy element, ale zamiast próbować go pomniejszyć i schować jak np. w Specialized Venge ViAS, inżynierowie Gianta postanowili wykorzystać mostek do zmniejszenia oporu kolarza.

To radykalne podejście jest wynikiem współpracy z Xavierem Gergaud, specjalistą od aerodynamiki w firmie Aero Concept Engineering i głównego inżyniera tunelu aero przy francuskim torze F1 Magny-Cours. Firma ACE odegrała kluczową rolę w opracowaniu całego nowego Propela. Kluczowe było też użycie manekina z ruszającymi się naturalnie nogami – elementu badań aero charakterystycznego dla Gianta i źródła dumy zarówno ich inżynierów, jak i marketingowców.


Mostek, wraz z owiewką sięgającą do tyłu i ukrywającą linki zanim wnikną do ramy przez górną rurę, ma kształt nosa znanego z podwodnej części dziobów kontenerowców. Podobnie jak w statkach, gdzie taka bulwa oszczędza 5% paliwa, ma rozdzielać strugę i zmniejszać opór kadłuba –w tym przypadku: kolarza.

Jadąc 40 km/h średnio zyskuje się w porównaniu z poprzednim Propelem 1 sekundę na każdym kilometrze. Jeśli to nie brzmi przełomowo, wystarczy przemnożyć przez spodziewaną ilość kilometrów, np. w ucieczce, i sprawdzić marginesy czasowe sprinterów w tym roku. Giant nie poszedł popularną, w najnowszej generacji rowerów aero, drogą integracji kierownicy i mostka w jedną część (...)

Cały artykuł znajdziecie w bikeBoard 9/2017 (gdzie kupić). Możesz też kupić e-wydanie

Dodano: 2017-09-14

Autor: Maciek Machowski, foto: Sterling Lorence Photography

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWERY 2018

28 lat minęło – Yeti Ultimate

Odzież, akcesoria i dużo, dużo więcej!