Wczesną wiosną opisaliśmy zmiany w nadchodzącej edycji popularnej grupy Deore. Mieliśmy przyjemność testowania komponentów napędu, czyli przerzutek i manetek. Ponieważ wokół nowej generacji tylnych przerzutek czyli Shadow narosło wiele mitów, postanowiliśmy przy okazji przeprowadzić porównanie obu systemów.

Pojawienie się tylnej przerzutki XT w całkiem nowej konfi guracji Shadow było dla nas zaskoczeniem. Ale takie właśnie jest Shimano - z jednej strony niezwykle konserwatywne, ale czasem jak im coś strzeli do głowy, to wszystko opada. Czasem szczęki, czasem ręce. Przypomnijmy tylko kilka zagrań: Bio Pace, mocowanie tylnej przerzutki Saint zintegrowaną z osią piasty śrubą, Dual Controle... To nie są wynalazki, na które pozwoliłaby sobie nawet bardzo progresywna manufaktura. Na to potrzeba sztabu konstruktorów, niezwykłych możliwości produkcyjnych i przemożnego pragnienia supremacji. Nie polubią mnie za to w Sakai, ale sądzę, że projekt Shadow mieli schowany w szufl adzie od paru lat i tylko czekali na właściwy moment jego uruchomienia. Zapalnikiem było pojawienie się na YouTube bardzo interesującego fi lmu, pokazującego zachowanie tylnej przerzutki Shimano i Sram na dziurach. Klasyczna przerzutka Shimano wyposażona jest w trzy sprężyny. Jedna napręża wózek, druga spina pantograf, a trzecia precyzyjnie dopasowuje kąt opasania i dynamicznie dopasowuje odległość górnego kółka do trybów kasety. SRAM dostrzegł, że funkcja tej trzeciej jest marginalna i zwyczajnie się jej pozbył. Udało się odchudzić mechanizm, choć trudniej zamontować koło w ramie, a konstrukcja pantografu musi być nieco uproszczona. Shimano, wierząc w bizantyjsko skomplikowane mechanizmy, po prostu odchudzało przerzutki cały czas utrzymując zdrowy dystans lidera i... trzecią sprężynę napinającą. Ale pojawił się problem - niektóre ramy full suspension, np. Specialized FSR, mają haki koła (i przerzutki) głęboko wciśnięte w głąb. Efekt jest taki, że jadąc po dziurach przerzutki Shimano podskakiwały waląc niemiłosiernie w ramę. Zastosowanie gumowych poduszeczek nie zadowoliło purystów. W przypadku wspomnianego fi lmiku warto jednak zwrócić uwagę nie na podskakujący korpus przerzutki Shimano, tylko na to, że dołem, łańcuchy w obu rozwiązaniach podskakują jak szalone. Co ciekawe - trzęsące się łańcuchy nie spadały częściej niż u konkurencji - górna część łańcucha jest stabilna, bo naprężona korbą i kasetą. Trudno odmówić precyzji działania obu systemom, choć trzeba przyznać, że w przypadku klasycznej przerzutki efekt wizualny jest gorszy. Shimano nie mogło ot tak po prostu wyeliminować trzeciej sprężynki, oni musieli zmienić całkowicie przerzutkę. Dlatego pojawienie się systemu Shadow na zawsze odmieni wizerunek górskiej przerzutki tylnej. W tej chwili w ofercie MTB Shimano możemy znaleźć trzy typy przerzutek: klasyczną, dopasowaną do manetek cynglowych, klasyczną z odwrotną sprężyną idealną do Dual Controli (dlatego nią nie zajmiemy się w tym porównaniu) oraz Shadow, pasującą jak ulał do cyngli.

Klasyk kontra Shadow
Wbrew stereotypom to nie skrót literowy, prestiż, masa czy wygląd jest w przerzutce najważniejszy. Najważniejsza jest jakość działania. W tej dziedzinie obie całkiem nowe „Deorki” reprezentują ten sam, bardzo wysoki standard wyznaczony przez praktycznie identyczną (te same kółka, śrubki, zbliżone odkuwki pantografu) SLX. Rożnica 22 gramów na korzyść SLX wynika z aluminiowego wózka po jednej stronie. Porównanie Deore Shadow kontra SLX Shadow wykazuje brak różnic. Nawet wygląd nowego, choć bardziej dosłownego, Deore nie robi już takiej różnicy względem elegancko szarego SLX. A jak wygląda porównanie Deore - Deore? Matowa czerń wózka klasycznej Deorki przegrywa wizualnie z dynamicznym, ażurowym i nie tylko na oko „lżejszym”, szarym wózkiem Shadowa... Ale nie pieprzmy o wyglądzie, tylko piszmy o działaniu. Zmiana biegów jest w obu tak samo szybka i tak samo precyzyjna. Mimo spokojniejszego zachowania na dziurach, mniej podskakujący Shadow nie jest zauważalnie lepszy. Cichszy? O tak, zwłaszcza w zawieszeniach czterozawiasowych, w których oś obrotu „linku” znajduje się przed i poniżej osi koła Shadow zachowuje się wzorowo. Klasyczna, zwłaszcza na przełożeniach słabo napinających łańcuch (np. środek, mała) wali w ramę niemiłosiernie. Jednak walenie samego łańcucha o ramę oraz ilość zrzutów łańcucha i przypadkowych zmian biegów oceniamy po teście tak samo. O ile sprężyny napinające wózek mają tę samą sztywność, to dodatkowa sprężynka, której naprężenie można regulować „śrubką B” (patrz bB#5/2008), pozwala klasykowi dość swobodnie podskakiwać. To dzięki takiej konstrukcji kąt opasania łańcuchem jest w większości wypadków lepiej dopasowany do wszystkich trybów kasety. Natomiast sprężyna napinająca pantograf jest w Shadow wyraźnie krótsza i twardsza. Czuć to na cynglu. Shadow chodzi ciężej, ale różnica nie stanowi o wygodzie działania i jest to kwestia indywidualnego wyboru. Poprzednie Deore było ewidentnie zbyt miękkie, nowe RD M591 L jest lepsze, a w Shadow kliknięcia są jeszcze mocniej zdefi niowane i nie sposób omyłkowo zredukować biegu o dwa (czy można o trzy, piszemy w części poświęconej manetkom) i to się nam podoba.

Dodano: 2009-09-09

Autor: Tekst: Miłosz Kędracki

Tagi: Shimano, test porównawczy

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1