Specialized Tarmac SL3 przedstawiliśmy w teście niespełna półtora roku temu (bB#5/2010), a już mieliśmy okazję pojeździć na jego następcy - SL4, który będzie dostępny w s klepach niebawem. Nowy model co dwa lata? Tak właśnie przyspieszył cykl rozwoju wyczynowych szosówek. Sytuacja zaczyna trochę przypominać rynek telefonów komórkowych, gdzie średnie życie urządzenia to mniej niż 18 miesięcy, a żywot sklepowy modelu to 6 do 12 miesięcy. Niełatwo jest się połapać w ciągłych zmianach, ale nie ma co narzekać, dzięki tak szybkiemu postępowi dostajemy coraz lepsze konstrukcje tak często, jak nigdy dotąd.


SL4 pojawił się 2 lata po SL3, ale nie jest rewolucją i nie jest całkowicie nowy jak inna tegoroczna premiera - Venge, którego szerzej opisywaliśmy w poprzednim numerze. To raczej udoskonalenie poprzedniej generacji Tarmaców. Monolityczna rama jest zbudowana z takich samych sekcji: główka z dolną i górną rurą, suport z widełkami łańcuchowymi, rura siodłowa i widełki siodłowe, ale za to haki zarówno w ramie, jak i w widelcu są carbonowe, puste w środku. Przed zużyciem od wielokrotnego wyjmowania i wkładania kół, chronią je stalowe wstawki. Średnice rur, tak samo jak wcześniej, są dostosowane do rozmiaru ramy - im większa, tym grubsze, jednak spłaszczona górna rura w przedniej części ma niespotykaną dotychczas szerokość, większą niż batonik PowerBar. Ponadstandardowe rozmiary główki nie dziwią już od dawna, ale Chris D’Aluisio - szef rozwoju rowerów szosowych Specialized, przyznał, że ta, którą opracowali dla SL3 Roubaix jest wystarczająco sztywna przy połączeniach z ramą, a za to lżejsza i lepiej tłumi drgania widelca. SL4 jest zatem pierwszą szosówką, w której Spec zamiast tak popularnego w całej branży ciągłego powiększania średnic, poszedł pod prąd i zmniejszył dolną miskę do 1⅜” z 1½” używanej w Tarmacu SL3. Sztywność udało się utrzymać dzięki ukształtowaniu główki w formę klepsydry i wyeliminowaniu wszelkich płaskich powierzchni, które mogłyby się uginać. W pełni carbonowy widelec został oczywiście do tego dostosowany. Konstruktorzy poradzili sobie nie tylko z mniej płynnym przejściem z korony do rury sterowej wymuszonym mniejszą średnicą, ale jeszcze odjęli trochę materiału w tylnej części korony, żeby poprawić tłumienie drgań.
Dyskretne zmiany można też zauważyć z tyłu. Widełki siodłowe są poprowadzone bardzo szeroko dla poprawienia sztywności na boki. W okolicy łącznika i hamulca są pogrubione, a powyżej spłaszczone w płaszczyźnie podłużnej, co ma dawać lepsze tłumienie drgań. SL4 najłatwiej będzie rozpoznać na trasie lub zdjęciach po ukrytych linkach. Hamulcowa i obie przerzutkowe prowadzone są w ramie. Przerzutkowe na zewnątrz omijają jedynie mufę suportu, która nie ma już ani odłamka metalu. Dawniej ramy Tarmaców były produkowane w 2 wersjach kompatybilnych z Shimano/Campagnolo i BB30. W SL4 jest tylko jedna w pełni „plastikowa” wersja, w której przy pomocy adapterów można zainstalować dowolną korbę.
Dzięki wszystkim tym zmianom zestaw: rama, widelec, korby z suportem i sztycą ważą 1995 g w rozmiarze 56, czyli niecałe 60 g mniej, niż SL3. Specialized podaje również, że nowa konstrukcja jest zdecydowanie sztywniejsza, niż wszystko, co konkurencja mogła zaproponować na sezon 2011, wliczając najważniejszych: Treka Madone 6.9 SSL (o 30%), Cervelo R5 (o 25%) oraz Pinarello Dogma 60.1 (o 22%).

Odczucia
W 2010 roku SL3 nie do końca przypadł nam do gustu. To oczywiście świetny rower, ale wybór kół, kierownicy i oszczędność wynikająca z ogólnego zmniejszenia ramy nie zdobyły naszych serc. Z pewnym sceptycyzmem podeszliśmy zatem do SL4, przewidując, że całą uwagę inżynierowie poświęcili zapewne wypuszczeniu Venge. Nowego Tarmaca testowaliśmy w Kalifornii na dość gładkich, za to krętych drogach w pofałdowanym terenie i przy silnym wietrze. Do dyspozycji mieliśmy wersję uzbrojoną w Dura-Ace. Nie owijając w bawełnę podzielimy się werdyktem od razu. Tym razem nie zawiedliśmy się na Specu. SL4 to najlepsza szosówka, na której mieliśmy okazję jeździć. Od czasów pierwszego SL w 2006 roku nie było problemu z przeniesieniem mocy w Tarmacach i w nowym nie jest inaczej. Sztywność przodu poprzednich modeli nie była dla nas problemem i w nowym rowerze niespecjalnie poczuliśmy poprawę, za to jesteśmy pewni, że sztywność boczna podczas sprintów i w wirażach nie ucierpiała mimo odchudzenia. W budowaniu poczucia pewności na zjazdach istotną rolę odgrywają hamulce. Z przodu nie ma cienia wibracji związanych z hamowaniem, a widelec nawet nie myśli o chowaniu się pod ramę mimo mniejszej korony. W poprzednim teście nie pokochaliśmy Rovali Rapide SL45. Na szczęście tym razem Spec wkłada do większości Tarmaców z najwyższej półki lżejsze i bardziej żywe Fusee SLX - znacznie lepiej pasujące do charakteru roweru. Mamy wrażenie, że udoskonalenie Tarmaca SL4 zamazało różnicę pomiędzy tym uniwersalnym modelem a Roubaix przeznaczonym na gorsze nawierzchnie. Bardziej zrelaksowaną geometrię Roubaix można uzyskać odpowiednimi akcesoriami również na SL4, a tłumienie drgań stało się między Roubaix SL3 a Tarmac SL4 całkiem porównywalne. Coś nam to mówi, że w najbliższych miesiącach można się spodziewać kolejnych zmian. W końcu do następnego „piekła północy” już tylko 6 miesięcy

>>>Po umiarkowanych opiniach na temat poprzedniego modelu SL3 - Tarmac SL4 spełnia wszystkie oczekiwania i odbudowuje najwyższą pozycję marki w naszym rankingu <<<

Dodano: 2011-10-28

Autor: Tekst: Maciek Machowski

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWERY 2018

28 lat minęło – Yeti Ultimate

Odzież, akcesoria i dużo, dużo więcej!