Dawno, dawno temu (może nie aż tak, bo w latach siedemdziesiątych), gdy za oceanem Gary Fischer z kolegami rozpoczynali przygodę z czymś, co później nazwano MTB, w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej królem bezdroży był Romet Wagant. Dla wielu do dziś pozostał synonimem roweru turystycznego.

Nie będzie to jednak lekcja historii, a test roweru z segmentu turystycznego, bo mimo że obecnie bardziej modne jest enduro, all mountain czy „ścieżkowanie”, to wciąż nie brakuje miłośników trekkingu - eksploracji terenów znanych i nieznanych, po szosach, leśnych duktach czy szutrówkach, gdzie góry stanowią jedynie krajobraz.
Wagant jest w pełni uzbrojony do wojaży w różnych warunkach. Oświetlenie obowiązkowe? - jest (patrz: nowelizacja ustawy bikeBoard 7/2012). Pełne błotniki z wytrzymałego tworzywa? - są. Sztywny aluminiowy bagażnik (max. obciążenie 25 kg) na sakwy? - jest. A co poza tym? Poza tym wsiedliśmy na niego i ruszyliśmy w drogę.

Na trekkingowym Romecie siedzimy wysoko i już w ustawieniu wspornika kierownicy na kąt 20° (max. 60°) sylwetka jest wyprostowana, zbliżona do miejskich rowerów. Zasługa w tym także giętej ku górze i wygiętej do tyłu kierownicy, dodatkowo ułatwiającej manewrowanie. Mijanie przechodniów na ścieżce rowerowej (f**k!) odbywa się intuicyjnie, choć brakowało dzwonka, żeby o swym prawie do tego skrawka wszechświata przypomnieć. Poza miastem, dzięki sporym koronkom w korbie (48-38-28T), z łatwością przychodzi pokonywanie kolejnych kilometrów. Długie dzienne przebiegi - właśnie do tego stworzono Waganta. Gdy zjechaliśmy na drogi gruntowe, wciąż bez trudu utrzymywaliśmy niską kadencję i wysoką prędkość. Pojawiające się coraz częściej nierówności nie wybijały tak bardzo z rytmu pedałowania, a to za sprawą amortyzowanego wspornika siodła. Mimo początkowej nieufności, te kilka/-naście milimetrów okazało się zbawienne na trasie praca - mieszkanie. Zwykle na górskim sztywniaku kilkanaście razy muszę podnosić tyłek z siodła, na Wagancie okazało się to zbyteczne. Komfort na bezdrożach podnosił także Suntour NEX 4110 uginając się na 6 cm przy moich 74 kg, wybierając tym samym średnie i większe przeszkody. Pomimo pełnego uzbrojenia, w terenie Wagant dawał sobie świetnie radę, na wybojach nic się nie tłukło, nie trzeszczało, można było wsłuchiwać się w odgłosy natury. Szum potoku, świergot ptaków. Powiew wiatru był zbawienny, bowiem choć blisko 17-kilogramowy rower nie był dla mnie niczym nowym, to na podjazdach nieźle się spociłem. Co ważne - na upały, w tym rozmiarze ramy na dolą rurę do koszyka wejdzie spokojnie litrowy bidon. Niektórzy mogą pamiętać o specjalnym miejscu na pompkę wzdłuż rury podsiodłowej w starych Wagantach; w nowej wersji tego nie ma, za to mamy drugie mocowanie koszyka na bidon. Też dobrze. A dzięki wpuszczonym wewnątrz przewodom, pompkę można podczepić pod górną rurę. 24 przełożenia w zupełności usatysfakcjonują większość turystów, także tych podążających po trudniejszych leśnych ścieżkach. W takim terenie wyraźny bieżnik opon Rubena Cripper sprawdzi się wybornie. Przyczepność gwarantowana.

Dodano: 2012-08-09

Autor: Tekst: Wojtek Szlachta, zdjęcia: Jacek Wejster

Tagi: Romet, trekking

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1