Ubiegłoroczne wcielenie Ramblera zakwalifikowaliśmy do kategorii enduro dla początkujących, tym razem mieliśmy okazję sprawdzić możliwości „Wędrowca” powstałego w oparciu o nową ramę. Pewnego smaczku dodaje iście grunwaldzka cena. I to jest drodzy Państwo gloria - 1410! Złotych.






Mimo że opis detali ram bywa zazwyczaj nużący, to w tym przypadku należy zrobić wyjątek. Bowiem rama jest wyjątkowa. Rzadko który szkielet roweru w tym przedziale cenowym prezentuje się tak efektownie. Agresywne malowanie, kształtowanie rur czy poprowadzone częściowo wewnątrz ramy pancerze wzbudzają podziw i zachwyt. Bardziej ambitni pytali się wręcz czy są „bogatsze” wersje Ramblera.

Jazda
Sylwetka rowerzysty na Ramblerze bliższa jest uniwersalnym góralom, aniżeli wyspecjalizowanym maszynom XC, jak mogliby sądzić niektórzy po pierwszym spojrzeniu na linię ramy. Pozycja jest otwarta, co ułatwia obserwację, a siedzi się swobodnie. Poczucie to pogłębiają szeroko rozstawione ręce (kierownica 690 mm). Pozwala to łatwiej złapać głębszy oddech po sprincie. Rambler nie jest jednak „góralem” bulwarowym. Opony o wyraźnym bieżniku i geometria ramy wskazują że środowiskiem naturalnym Ramblera jest teren.

Do wspinaczki po górskich szlakach potrzebna będzie krzepa. 7-rzędowemu wolnobiegowi brak dostatecznie miękkich przełożeń na strome górskie trawersy. Na pogórzu i pozostałym obszarze Polski, z morenowymi wzniesieniami włącznie, zastosowane przełożenia są ok. Jednak wybiegając nieco w przyszłość sugerujemy, aby po naturalnym zużyciu się tego komponentu poszukać wolnobiegu (lub kasety - w przypadku zmiany koła) z koronką przynajmniej 32 zębową. Geometria ramy pozwala bowiem na mielenie korbami z wysoką kadencją. Zastosowany kąt rury podsiodłowej to aż 73,5° - jak w rasowym ścigaczu XC! Z odpowiednią ilością zębów z tyłu nawet słynne ścianki z Beskidu Wyspowego nie będą nam straszne!
Z kolei w dół Rambler trzyma się dzielnie. Nie tylko ze względu na szeroką kierę. Za zachowanie odpowiadają między innymi opony Rubena o bardzo wyraźnym bieżniku. Zostawiają znaczący ślad w terenie, oferują niezłą przyczepność i wbrew swojej masie (ponad kilogram na sztukę) toczą się przyzwoicie. Co najważniejsze nie przeszkadza im w tym wilgoć, są naprawdę przyczepne. Na kamienistych odcinkach poczujemy zbawienny wpływ amortyzatora Suntour, który mimo swej prostoty i metki na rowerze, zwłaszcza na średniej wielkości nierównościach radzi sobie zaskakująco dobrze.


Dodano: 2012-05-11

Autor: Tekst: Wojtek Szlachta, zdjęcia: Jacek Wejster

Tagi: Romet

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Rowery wszechgórskie

Duże koło dla juniora

Maratony MTB Ultra