O tym, jaki rower mam testować, dowiedziałam się dopiero w momencie odbioru delikwenta z redakcji. Okazał się nim Romet Classic 1200 D. Jak dotąd niewiele miałam do czynienia z Rometami, nie licząc przygody z kultowym Wigry 3, więc poznawaliśmy się od zera.

Bo dziewczyny lubią brąz...
Mówią: „najważniejsze jest pierwsze wrażenie”. Być może. Mnie Romet zauroczył przede wszystkim klasycznym designem i estetyką wykonania. Na myśl przychodzi mi porównanie do nowego auta, które jeszcze pachnie salonem, a wnętrze wykończone jest „drewnem”. Rometowi również nie brak brązowych elementów wykończenia: gripy, błotniki, biało-czarna rama ozdobiona napisami, liniami i logo - w brązie. W niektórych wersjach nawet siodełko. Projektant jest chyba fanem Ryśka Rynkowskiego...
Czas na bardziej wnikliwe spojrzenie. Przerzucam wzrokiem po nazwach na osprzęcie: widelec Suntour CR8, 8-rzędowa kaseta Shimano CS-HG30-8, korba Shimano, piasty, przerzutki, manetki - wszystko Shimano. Do tego siodełko Selle Royal FreeWay na amortyzowanym wsporniku, opony Rubensa, sorry - Rubena... Zapowiada się ciekawie.

Wyluzuj
Na początek rundka po centrum, a potem wypuszczam się na kilkunastokilometrowy ride za miasto. Słoneczko ciepło przygrzewa i muszę przyznać, że jestem miło zaskoczona nie tylko pogodą. Do końca nie wierzyłam, że te 16 kilo może toczyć się tak lekko (mając na uwadze rodzaj roweru i jego bogate wyposażenie, masa robi naprawdę pozytywne wrażenie). Gdyby nie stare przyzwyczajenia do jazdy hardtailem, gdzie obowiązuje pozycja półzgięta, to byłoby już całkiem świetnie. Niestety, przez pierwsze pół godziny ciągle wierciłam pupą, która nieustannie - miałam wrażenie - zjeżdżała, ale nie mogło być inaczej w sytuacji, gdy ugina się ręce w łokciach i spina się jak na maratonie Mazovii. Tu trzeba dać na luz. Tak, wyluzować się, rozluźnić mięśnie, a wytężać jedynie zwoje mózgowe, śledząc wzrokiem znaki drogowe i pędzące auta, podążających w różnych kierunkach, często nieobliczalnych pieszych i zmieniające się światła drogowe. Przedzierając się przez dżunglę miejską dobrze wiedzieć, że rumak, którym dysponujemy, to sprzęt, na którym możemy polegać. Biegi zmieniają się płynnie, lekko, system manetek działa bez zarzutu. To samo tyczy się v-braków. Nawet kwestia krawężników nie drażni tak mocno, mimo że 63 mm skoku wydawać się może (co niektórym) parametrem niewystarczająco wysokim. Romet wdrapuje się na tego typu przeszkody bez zbędnego szarpnięcia ani „rozgłosu” (hałasu). Tego dnia jest wyjątkowo gorąco, więc przysiadam na ławce w parku i wyciągam z plecaka wodę. Rower stoi obok spokojnie i czeka na kolejny etap. (Nota bene, nie doceniałam stopki/nóżki - jak kto woli. W moim Canondale’u taki wynalazek nie ma racji bytu, ale miejskiego rasowca bez tego gadżetu sobie nie wyobrażam...)

Mokra robota
Jedziemy dalej. Za miastem, w bardziej urozmaiconym terenie, doświadczam pełni możliwości tego bika. Więc nie bez kozery możemy go znaleźć w różnych katalogach pod różnymi hasłami - raz w rozdziale City, to znów w ATB (All Terrain Bicycle) lub Trekking. 8-rzędowa kaseta daje sporo możliwości (24 „biegi”), więc przy sprzyjających warunkach mocno się rozpędzimy, a w niesprzyjających - damy radę podjechać nawet pod niezłą górkę. Jednakże jest to rower typowo miejski czy na lekkie wycieczki za miasto.
Podczas następnej okazji do jazdy testowej pogoda już nie rozpieszczała, więc cieszyłam się z wyposażenia w błotniki. Choć osobiście doposażyłabym przedni błotnik w chlapacz, który uchroniłby mnie przed strugami brudnej deszczówki spod kół, roztrzaskujących się o spodnią część ramy, w wyniku czego buty (jeśli nie są to kalosze) dość szybko ulegają przemoczeniu. Ale na porządny, monotonny deszcz nie ma sposobu. Leje jak nie z dołu, to z góry:) W takich warunkach doskonale sprawdziły się też światła firmy Axa zasilane dynamem w przedniej piaście (Shimano dynamo). Dają średnie światło białe (niestety, bez regulacji kąta padania) i dość mocne czerwone. Dużą zaletą jest fakt, że po włączeniu dynama nie czuć zwiększenia oporu w pedałowaniu.

Dodano: 2012-05-18

Autor: Tekst: Dominika Skonieczna, zdjęcia: Jacek Wejster

Tagi: Romet, dziewczyna, miasto

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach