Trekking to rower dedykowany ludziom o duszy włóczęgów, którzy jednak nader wszystko doceniają komfort i wygodę podróżowania, którzy nigdzie się nie spiesząc, lubią podczas wyprawy zjechać z trasy, zaglądnąć do przydrożnej knajpki i zakosztować lokalnych przysmaków...

W jak wygoda

Stosunkowo szybko daje się zauważyć, iż naczelnym przesłaniem, przyświecającym konstruktorom podczas tworzenia koncepcji Raleigha Classic Road, było hasło „Wygoda”. I to przez duże W. Komfortowe siodełko Selle Royal Trekking to byłoby oczywiście stanowczo za mało, dodano więc amortyzowaną sztycę Glide Patent. To istotnie dużo zmienia, zwłaszcza jeśli poruszamy się po terenie leśnym, szutrach lub drogach ziemnych (w Polsce przydaje się to niestety i na zwykłych drogach asfaltowych, niewiele odbiegających niekiedy standardami od leśnych duktów). Glide Patent to niezaprzeczalny atut, zwłaszcza dla tych miłośników rowerowych włóczęg, którzy nie stronią od odbijania w boczne ścieżki. Jeśli już się na to zdecydujemy, do wybierania większych nierówności oddelegowany został widelec amortyzowany Suntoura. 63 mm skoku w zupełności wystarczają, aby poradzić sobie z poważniejszymi wertepami.

Kierownicę wyposażono w chwyty Ergonomic, bardzo fajnie układające się w dłoni - teoretycznie jest to drobiazg, podobnie jak rogi, znacznie za to podnoszące komfort podczas dłuższych eskapad, dzięki możliwości zmiany pozycji rąk na kierownicy. Uzupełniając kwestię wygody, sylwetka, którą Raleigh nam narzuca podczas jazdy, nie jest ani zbytnio wyciągnięta do przodu, ani nie ma uczucia siedzenia „na baczność”, a kąt główki ramy 71,5° i kąt rury podsiodłowej 72,6° przy górnej rurze o długości 580 mm to przepis na wygodę. Można więc napisać, że Raleigh nie przegapił żadnego szczegółu w kwestii „komfortu i wygody”. Nie czuć upływających kilometrów, a kierowca pojazdu może delektować się widokami wokół, zamiast odliczać kilometry do najbliższego postoju. Dwa słowa warto w tym miejscu poświęcić ramie. Prowadzenie roweru jest dość spokojne dzięki dużej bazie kół ramy (1085 mm), jednocześnie tylne widełki o dł. 460 mm sprawiają, że Raleigh sprawnie reaguje na zakrętach i, pomimo sporej masy, jest to rower dość dynamiczny. Classic Road ma wygląd stonowany i bardzo elegancki. Kombinacja szarego z czernią to jeden z nieśmiertelnych klasyków designu, podobnie jak delikatny sloping górnej rury. Napęd oparty został głównie na komponentach Shimano, a jedynym wyjątkiem są korby Suntoura. Całość sprawia wrażenie kompaktowego zestawu, choć komunikacja na linii manetki-przerzutki odbywa się w lekko niedzielnym tempie. Spektrum przełożeń zaspokoi nawet te bardziej wymagające gusta. Bo jeśli szukacie roweru zdolnego do ambitnego zdobywania beskidzkich przełęczy z Krowiarkami i Salmopolem na czele, przełożenie 28-30 w zupełności do tego celu wystarczy, a jeśli ktoś lubi od czasu do czasu poczuć podmuch wiatru i wcisnąć mocniej korbę na Mazurach, zestaw 48-11 na pewno nie będzie go w żaden sposób ograniczać. Hamulce tarczowe w rowerach trekkingowych to wciąż rzadki widok. Tym bardziej pomysł Raleigha nam się spodobał. Tektro Draco z tarczami 180 mm (przód) i 160 mm (tył) uniezależniają nas całkowicie od wpływu warunków pogodowych i czy zastanie nas w trasie deszcz, czy błoto, możemy liczyć na niezmiennie wysoką jakość hamowania. To zresztą kolejny argument za tym, że Classic Road, wbrew swojej nazwie, nadaje się nie tylko na szosowe wycieczki, ale bez strachu można na nim zaglądnąć w mniej uczęszczane dróżki. Jedynym argumentem przeciwko mogą być opony dedykowane wyraźnie do jazdy po asfalcie, gdzie Schwalbe Citizen spisują się znakomicie. Minimalne opory toczenia (700x35C) i świetne przyspieszenie pozwala zapomnieć o masie roweru (17,210 g), w terenie jednak brak bardziej agresywnego bieżnika może ograniczyć możliwości. Zdeterminowanym jeździć przez większość roku, tak na wczesną wiosnę, jak i późną jesień zdecydowanie przyda się drugi zestaw opon. Kolejnym ciekawym rozwiązaniem jest zastosowanie przedniej piasty Shimano DH-3D30 z prądnicą, która zasila przednią i tylną lampę. Prądnica wytwarza prąd o napięciu 6 V dostarczając 3 W mocy. Błotniki i osłona na łańcuch to z kolei abecadło wyposażenia roweru trekkingowego, podobnie jak tylny bagażnik z możliwością zapięcia sakw. Na kilkudniowe wyprawy istnieje możliwość zamontowania dodatkowego bagażnika na przód - odpowiednie otwory mocowania umieszczone są na amortyzatorze i, co ważne, nie powoduje to żadnego konfl iktu z przednim hamulcem tarczowym. Wąska, prosta kierownica nieźle sprawdza się na szosie, szczególnie w połączeniu z rogami i ergonomicznymi gripami. Jednak w szerszym spektrum użytkowania wygodniejszy będzie model gięty i trochę szerszy np. 620 mm. 17,210 g masy całkowitej roweru nie rzuca na kolana i choć - jak zaznaczaliśmy powyżej - Classic Road nie daje odczuć rowerzyście swojej masy, to jednak konkurencja w podobnym przedziale cenowym oferuje niekiedy nawet i kilogram mniej. Z drugiej strony rozumiemy wybory producenta, które są w tym przypadku kompromisem pomiędzy jakością a masą, ze wskazaniem na tę pierwszą. I nie należy za to Raleigha ganić.

Podsumowanie
Zbudowanie dobrego trekkingu nie jest zadaniem prostym. Przykładem, jak należy to robić, mógłby świecić właśnie Raleigh. W cenie 2199 zł udało się producentowi zrealizować kilka fajnych pomysłów - zastosowanie hamulców tarczowych, amortyzowanego wspornika siodełka czy piasty z prądnicą, ale przede wszystkim zapewnić nabywcy duży komfort.

Dodano: 2011-04-30

Autor: Tekst: Sebastian Nagło, zdjęcia: bikeBoard

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory