Yeti Ultimate to projekt, który został zrealizowany przez casopismo MountainBike Action wespół z Johnem Parkerem, założycielem Yeti, w zamierzchłym 1989 roku. Redaktorzy wspierani przez takie sławy jak znany do dziś pinkbajkowiczom Richard Cunningham, zajmujący się wówczas swoim warsztatem, w którym powstawały ramy Mantis, czy jeden z najbardziej aktywnych innowatorów Gary Fisher, postanowili stworzyć rower będący kwintesencją ówczesnych doświadczeń na polu MTB – idealny rower marzeń, po amerykańsku Ultimate.

Po pierwsze, w rowerze tym miały znaleźć się najlepsze części jakie wówczas produkowano do rowerów górskich. Po drugie, rama miała sprostać rygorom radykalnej jazdy w terenie. Miała być mocna, no i jeszcze miała być mocna. Z opublikowanego w MountainBike Action z maja 1989 roku artykule tłumaczącym powstanie teo roweru wynika, że właśnie łamanie się, pękanie czy rozlutowywanie ram musiało być wówczas najpoważniejszym problemem.

Drugim z problemów jaki dostrzegali projektanci był zakleszczający się w ramie łańcuch. Resztę aspektów jazdy potraktowano na freestylu a producent, czyli John Parker, przyniósł zespawany egzemplarz w trzy tygodnie od narady w redakcji MBA. Przez kolejny miesiąc wszystko skręcano i rzucono się na podbój kalifornijskich szlaków. Parker wykorzystał sukces propagandowy i wprowadził Yeti Ultimate do sprzedaży. Jeden z tych egzemplarzy został pieczołowicie zrekonstruowany przez Tomka Jaglarza (ExquisiteCycles) i tuż po zakończeniu prac konserwatorskich trafił do naszej redakcji.





Większości z was może się wydawać, że w czasach kiedy powstawał Yeti Ultimate, po polskich lasach hasały żubry. Owszem hasały, ale było ich jeszcze mniej niż dziś. Po lasach hasano na rowerach, które dziś opatrzono modnym określeniem gravelbikes, czyli stalowymi szosówkami wyposażonymi co najwyżej w 8 biegów. Uczciwie mówiąc, bardzo się wtedy tego wstydzono.

Dwukołowi „zajawkowicze”, czyli wówczas tzw. „bananowa młodzież”, jeździli motorynkami, a jak ktoś miał chody to enerdowskim Simsonem. Była też frakcja szosowa, która szczerze i gorliwie gardziła jazdą po czymś innym niż ultragładki asfalt, którego na polskich drogach też nie było. Tego samego lata, kiedy opaleni Amerykanie zastanawiali się jakby tu pojeździć na rowerze po górach, wakacyjnym newsem PRLu nie był nowa grupa XT II czy Yeti Ultimate tylko fakt, że można sobie stanąć w kolejce bez kartek i kupić kiełbasę żeby upiec ją na ognisku. W lipcu 1989 roku peerelowski rząd zdecydował się bowiem wycofać z reglamentacji mięso. Powiodło się to w 100%.

KLASA I ZAWIESZENIE
Yeti Ultimate ma ramę zespawaną z prostych i niecieniowanych rur stalowych, ponieważ jego twórcom zależało na sztywności i odporności na zjazdach. W ich zamierzeniu miał powstać rower do ostrej i radykalnej jazdy, skoków i ciężkich zjazdów. Dlatego porównaliśmy go do współczesnych rowerów ścieżkowych, a nie hardtaili XC.


Cały artykuł znajdziecie w bikeBoard 9/2017 (gdzie kupić). Możesz też kupić e-wydanie

Dodano: 2017-09-13

Autor: Tekst: Miłosz Kędracki, współpraca: Kuba Chryczyk, Szymon Janik, zdjęcia: Miłosz Kędracki

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWEROWE PREZENTY

CO ZAKŁADAĆ ZIMĄ?

Kaski 2018

Cannondale Jekyll 3
Trek Roscoe 9
Giant Anthem Advanced 29er 1