Maję Włoszczowską bezbłędnie kojarzymy ze Scalą Scotta. Siedmiokrotny zwycięzca TdF - Teksańczyk Lance Armstrong nawet w barwach kazachskiej Astany, był wierny wyłącznie Madone Treka. Biały krzyż na czerwonym tle na koszulce Krzyśka Sausera jakoś nienaturalnie wyglądałby z rowerem innej marki, niż Spec. A Absalon najbardziej utytułowany zawodnik MTB w historii? Czy nazwę modelu Orbea Alma G Team mamy odczytywać z francuska, co pozwoli domyślać się frazy „kocham cię”?

Podwójne złoto olimpijskie w Pekinie - na szosie Samuela Sancheza i w terenie Absalona - Orbea śmiało wykorzystuje do przedstawienia siebie jako bezapelacyjnego lidera wśród producentów ram z włókien węglowych. Ilość haseł marketingowych w katalogu oraz zastosowanych w rowerze rozwiązań i technologii może budzić uznanie albo onieśmielać. W erze wojny marketingowej przyzwyczailiśmy się do nie zawsze zrozumiałej propagandy. Dlatego tylko postać dwukrotnego mistrza olimpijskiego i pięciokrotnego zwycięzcy Pucharu Świata uwiarygadnia coś takiego, jak „czworokątne trójkąty”. No bo za coś takiego potrafi ą uwalić 1/4 maturzystów. Nie ma co nabijać się z Basków zatrudnianych w marketingu Orbei, tylko w polskich warunkach górskich sprawdzić tezę, czy Absalon wygrałby Olimpiadę na „składaku” czy też Alma G Team jest istotnym elementem jego sukcesów.

Złoto nie zawsze się świeci
Orbea Gold Carbon to najbardziej zaawansowany laminat węglowy w typoszeregu firmy Orbea.
Użyto do niego najmocniejszych i najsztywniejszych włókien, a laminat z nich wytworzony ma
ma gęstość 1,4 g/cm2 co jest wartością lepszą o około 30%, niż w 1,8 g/cm2 z odmiany „brązowej”. „Złote” włókna wykazują moduł sztywności Younga na poziomie aż 377 GPa, który jest o około 60% wyższy od Bronze (230 GPa) i 30% od Silver (294 GPa). Zatem hipotetycznie nitkę Gold o średnicy jednego milimetra kwadratowego można obciążyć ciężarem 37 ton, a ona nie zerwie się! Włókna te są bardzo mocne, ale powstający z nich laminat cholernie sztywny. Użytkownicy ram z włókien Silver i Bronze dostąpią dwukrotnie wyższego komfortu, wyrażonego poziomem pochłaniania wibracji na poziomie 0,5-0,6 G. Do zawodowca ten argument nie przemawia. Do mnie też nie. Obok GSB*, drugim z niewidocznych dowodów geniuszu Almy ma być SSN. Poszczególne rozmiary ram różnią się nie tylko wielkością, ale i sztywnością. Optymalizowane są grubości laminatów oraz średnice przekrojów poszczególnych rur. Hiszpanie twierdzą, że między innymi dlatego mogli zdecydować się na wprowadzenie Orbea Lifetime Warranty. No i wreszcie szczytowe osiągnięcie marketingu ostatnich lat: „4 point triangle”. Pomysł stosowania odgiętych w dół rurek może w pierwszym momencie nie wydawać się niczym nadzwyczajnym, bo przecież Scala naszej tęczowej zawodniczki przy tylnych hakach korzysta z podobnego rozwiązania. Orbea poszła jednak o krok dalej. Tylny trójkąt ramy jest rombem... brzmi idiotycznie? No to popatrzcie na przedni trójkąt, który... też jest rombem. Gdybym wiedział to parę lat temu, to albo nie zostałbym inżynierem, albo miałbym już kieszeni Nagrodę Nobla. Przestajemy się śmiać, kiedy oglądamy bezpośrednie prowadzenie linek, czyli DCR. Oszczedność pancerzy powala. Potrzebne są tylko te prowadzące od manetek do ramy i krótki (w rowerze testowym i tak za długi) odcinek pomiędzy ramą a przerzutką tylną. Poza tym linka opiera się na eleganckich metalowych prowadnicach. Producent utrzymuje, że zysk polega nie tylko na wysokiej estetyce. Z racji wygładzonego przebiegu kabli maleją opory oraz wpływ ubłocenia na ich wzrost. Na koniec zostawiłem sobie bajer w postaci DownTube Patent. Główna rura od główki do przekroju nieco poniżej koszyka jest poszerzona i nieco wklęsła. Dalsza jej część jest nieco bardziej subtelna i tworzy wyraźnie widoczny dla obserwatora schodek. Dzięki niemu po teście miałem nieco mniej błota do zmycia z siebie, z roweru niestety na odwrót. Przy lekkim nacisku jej bocznych ścian dolnej rury można zobaczyć, co to znaczy mało materiału. Tylko puszki po coli uginają się bardziej. Rama należy do elitarnego grona dwóch najlżejszych, jakie testowaliśmy w ostatnich trzech sezonach - 1063 g w rozmiarze 450 mm.

Mistrzyni Alma czy Mistrz Absalon?
Na początku nie mogłem się z Almą dogadać, może z racji mniejszego rozmiaru i potrzebnych dokładniejszych manipulacji przy pozycji. Wydobyć jej potencjał udało się dopiero za 3 czy 4 podejściem. Alma jest XC do samego rdzenia włókien. Jest też „bardziej”, niż wynika to z metryki. Wydaje się lżejsza. W czasie jazdy odnosi się wrażenie, że kąty są bardziej radykalne, niż podaje metryka, a korby łatwiej omijają przeszkody, niż wskazywałaby wysokość suportu - 310 mm. Na przykład przy „naddźwiękowej” prędkości rozwiniętej z Błatniej, na usianej grubym fliszem wspinaczki na Kotarz nie liczyłem korbami co większych kamieni. Wartość kąta sztycy wynosi 73,3°, ale nie do końca obrazuje to niezbędną do uzyskania pełnej mocy zwinność nóg. Alma jest superwysokoobrotowa. Nie bez powodu zastosowano suport 39/26. Przydałoby się wąskie siodło w standardzie monolink. Na szczęście sztywne węzły (mimo podatnych na ucisk przekrojów) pozwalają kręcić beskidzkie podjazdy także wolniej, niż 90 obr./min. W ferworze ścieżek XC Alma nie czeka na Twoje dyspozycje, sama zmusza do akcji. Przejście z kręcenia na stojąco do siedzenia zajmuje nanosekundy, w czasie których nawet nie pomyślisz, by zredukować. Zresztą rozmiar koronki i tryb „36” praktycznie eliminują brudzenie smarem „młynka”. Znaczne przesunięcie środka ciężkości do przodu pozwala pokonywać najbardziej strome ścianki bez konieczności dociskania kierownicy. Możliwość wygodnego naciskania z góry, a przy tym niezbyt ekstremalnie wyciągnięta pozycja, w bardzo dużym stopniu podnosiły komfort nawet najdłuższych beskidzkich podjazdów. Udało się umęczyć nawet 737 m w pionie katorżniczą, usianą kamieniami drogą męki na króla Beskidu Śląskiego w dniu, o którym wolałbym jak najszybciej zapomnieć. Totalnie ujechany obawiałem się, jak w tym stanie bezpiecznie sprowadzę siebie i narwaną Almę po moim ulubionym, lecz momentami karkołomnym singlu do Buczkowic. Na szczęście ten zjazd zawsze poprawia mi samopoczucie.

Dodano: 2011-08-19

Autor: Tekst: Jarek Hałas, zdjęcia: Jacek Wejster

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory