Zmieniają się trasy wyścigów, zmieniają się też rowery przeznaczone do ścigania na nich.
10 lat temu pierwszy Epic był hardtailem z dospawanymi z tyłu elementami zawieszenia. Wyglądał jak hardtail i prowadził się jak hardtail. A i tak ekscytował. Dzisiejszy Epic to zupełnie inna bajka. I nie mówię tylko o dużych kołach, zupełnie innym systemie zawieszenia czy komponentach. Bardziej chodzi o zmianę filozofii przeznaczenia roweru i wynikające z niej zmiany w geometrii i wyposażeniu. Współczesny Epic, na którym mieliśmy okazję pojeździć, to maszyna długodystansowa zarówno do ścigania się, jak i całodniowej jazdy po szlakach. Tak, tak, naszym zdaniem Epic to w 100% rower szlakowy. Takiej pozycji nie powstydziłaby się rasowy all-mountain. Umiarkowanie długa rura w rozmiarze M, licząca 589 mm, nie wyciąga sylwetki nadmiernie do przodu. Szeroka na 680 mm płaska kierownica pozwala szeroko i wygodnie rozstawić ręce. Oś suportu, zawieszona na 330 mm [!] (to tylko pięć mniej niż w Camberze), sprawia, że w terenie rower przechodzi bez problemów nad przeszkodami, których normalna 100-milimetrówka łykać nie powinna (dla porównania Giant Anthem 29” testowany w poprzednim numerze, bezpośrednia konkurencja Epica, ma oś zawieszoną o 15 mm niżej). Jednak wszczepiając Epicowi geny all-mountain, konstruktorzy nie zapomnieli, skąd jego ród i niezwykła dzielność terenowa idzie w parze z bardzo dużą sprawnością sportową. Kąt główki 70,5° w połączeniu z krótkim, jak na fulla 29”, tylnym widelcem (448 mm) i bazą kół (1109 mm) sprawiają, że rower szybko, ale pod pełną kontrolą, reaguje na ruchy kierownicą. Pozwala błyskawicznie zmieniać kierunek, pewnie pokonywać ciasne eSki, kluczyć między drzewami w lesie lub zawodnikami w ciasnym peletonie. A wszystko luźniutko, bez zbędnej nerwowości. Aż trudno uwierzyć, że rower jeździ na dużych kołach. Stromy kąt podsiodłowy, 74°, pozwala szybko wejść i utrzymać napędzanie na wysokich obrotach. Dwurzędowa korba SRAM 38/24 zestawiona z 10-rzędową kasetą 11-36 wbrew pozorom zapewnia optymalny zakres przełożeń do szerokiego spektrum zastosowań. Miękkich przełożeń jest wystarczająco, a i tak po pewnym czasie człowiek łapie się na tym, że cały czas operuje z dużej zębatki nie ruszając przedniej przerzutki. Uczestnicy etapówek na pewno docenią poprowadzenie linek obu przerzutek w pełnych pancerzach. System amortyzacji nie uległ zmianie w stosunku do tegorocznego modelu. Nadal jest to czeterozawias FSR ze specjalnym damperem Foxa wyposażonym w system Mini-Brain. Istotną zmianą, którą anonsowaliśmy w poprzednim numerze, jest wzbogacenie go w bardzo użyteczną funkcję Autosagu. Przy ustawieniu Braina na największą czułość pracy, zawieszenie jest bardzo aktywne, wyłapując z terenu najmniejsze nierówności. Wstrząsów związanych z przejazdami przez te większe nie niweluje w całości, ale na tyle skutecznie rozprasza, że nie są dokuczliwe. Przy jeździe po płaskim zawieszenie, zgodnie założeniami konstruktorów usztywnia się, ale pozostaje w ciągłej gotowości, aby przyjąć na siebie niespodziewane uderzenia. Przy siłowym pokonywaniu podjazdów z dużej tarczy można zauważyć niewielki efekt pompowania, jednak jego amplituda wynosi zaledwie ok. 5 mm skoku dampera. Efekt ten całkowicie zanika, jeżeli maksymalnie utwardzimy Braina. Wtedy zawieszenie nadal pozostaje aktywne, ale odczuwalnie zmienia się charakter jego pracy. Mimo że rozprasza większość uderzeń, dobrze czujemy, po czym aktualnie rower jedzie. Zamontowana z przodu Reba RL Solo Air charakterystyką pracy dobrze współgra z tyłem. Chociaż naszym zdaniem wersja Dual Air pozwoliłaby na jeszcze lepsze jej dopasowanie do ustawienia Foxa z Brainem. W tej klasie cenowej roweru brakowało nam też sterowania blokadą za pomocą manetki. Bardzo jasnym punktem roweru są hamulce Magura MTS (model bardzo zbliżony do testowanego w bB #7/2012 MT4). Dysponują dużą siłą, i to mimo zastosowania tarcz o średnicy tylko 160 mm, ale przede wszystkim genialną modulacją. W przyszłym sezonie nie będzie już Epiców na kołach 26”, co sprawiło, że jedyny aluminiowy Comp 29” stał się modelem podstawowym. Najtańszym, chociaż trudno nazwać go tanim. W euro jego cena może nie robi wrażenia, ale w Polsce dwanaście tysięcy złotówek to wciąż mała góra pieniędzy. Jednak jeżeli zdecydujemy się wymienić ją na Epica, to w zamian dostajemy świetnie skompletowany rower, bez słabych punktów, a za to z kilkoma bardzo mocnymi atutami, do których na pewno należy zawieszenie, geometria czy hamulce. Rower gotowy do wielkich rzeczy, nawet na poziomie wyczynowym. Jaroslav Kuhlavy na pokrewnym S Worksie wygrał wyścig MTB na Igrzyskach w Londynie. I choć jego zasadniczym przeznaczeniem jest rywalizacja na długich dystansach (w końcu jego nazwa przypomina słynną afrykańską etapówkę Cape Epic) i trudnych szlakach, to grzechem będzie nie zabrać go na górskiego singletracka, aby po prostu cieszyć się jazdą.

Dodano: 2013-02-14

Autor: Tekst: Paweł Kisielewski

Tagi: 29", Specialized

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWERY 2018

28 lat minęło – Yeti Ultimate

Odzież, akcesoria i dużo, dużo więcej!