Na początek kilka liczb, za które go znienawidzisz. Po pierwsze 14,3 kg i to bez pedałów! Po drugie rama ciężka jak nieszczęście. Nie! Jak kilka nieszczęść na raz, Kona sprytnie dokooptowała koła ważące tyle, co grzechy Stalina i... będziesz go kochał do nieprzytomności.

Stalowy sztywniak do... no właśnie, do czego? Mocniejszy niż potrzeba w XC czy nawet w trailu, wyposażony w napęd 1x9 i szerokie jak anakonda opony 29... Jak to 29”??? No właśnie, bo to nie jest dirtówka, tylko skrzyżowanie skrajnych ras MTB. Coś jakby amstafka puściła się z hartem. Honzo urodził się krępy, ale ma bardzo długie łapy, jest mocny i przy tym lekko jedzie. Już po pierwszych kilkudziesięciu kilometrach wiemy, że Kona to pojazd, który przyleciał do nas z przyszłości. Czy ten bękart to przyszłość jazdy ścieżkowej?

Rama z przyległościami
Cr-Mo to zdaje się materiał na wymarciu. Od czasu do czasu w rowe rowym światku pojawia się jakaś petarda, ale błyskawicznie gaśnie, bo aluminium zawsze lepiej wychodzi. Szczególnie księgowym. Mimo to Kona zawsze flirtowała z Cr-Mo. Nazwa Clump nie naprowadza nas na jakiś egzotyczny kod cyfrowy stopu. Rama jest ciężka jak szanujący się BMX, dlatego pod względem sztywności bocznej porównywalna jest do ram aluminiowych. Honzo jest bardzo sztywny przy suporcie i ma obłędnie sztywny ogon. Konstrukcja tyłu jest naprawdę unikalna. Honzo można przerobić na singla bez po - trzeby montowania jakiegokolwiek hardware’u, ale nie o to chodzi. Dodatkowe zaczepy, pozwalające przymocować przewód do manetki sterującej opuszczaną sztycą to też nie to. Główka ramy w poszerzanym standardzie... A robi się jeszcze inne sterówki? Jest jednak w tej ramie takie rozwiązanie, z jakim nie spotkaliśmy się wcześniej. Otóż podgięta rura podsiodłowa pozwala nieprawdopodobnie zbliżyć oś koła i suportu. Clou jest jednak półksiężycowaty element łączący nieprawdopodobnie krótkie rurki łańcuchowe z mufą suportu. Liczba milimetrów pomiędzy osiami jest tak radykalna, jak malowanie tej Kony. Wszyscy, którzy znają się na rowerach, pytali mnie, czy spawałem ją sa m czy zrobił ją Orłowski? Logotypy są, ale żeby je bardziej schować, trzeba by już tylko namalować je od wewnątrz profili. Do ramy przymocowano widelec enduro, czyli Revelation ze stajni RS. Mimo ośki 20 mm, pod wpływem naszych testów na sztywność boczną przeginaliśmy go trochę zbyt łatwo. RS Revelation 29” pozwala dopasować stopień tłumienia powrotu i ma blokadę skoku. Wprawdzie przełącznik blokady sugeruje, że można zmienić w tym widelcu stopień tłumienia kompresji, ale nam się to nie udawało i albo mieliśmy piekielnie czułego, albo w pełni zablokowanego sztućca - o dziwo wszyscy testerzy byli tym zachwyceni. Na działanie widelca można też wpływać za pomocą genialnej i niedocenianej jak klamkomanetki DualControl podwójnej komory o nazwie Dual Air. Zawsze rozpływamy się nad tym zaawansowanym i nieintuicyjnym rozwiązaniem. I nie będzie inaczej także tym razem. Perfekcyjnie pasuje do Honzo. Tak jak monstrualne koła: grube, szerokie, zębate i ciężkie.

Podjazdy
Na Honzo nic lekko nie przychodzi, napęd 1x9 ma swoje ograniczenia dlatego Enduro nie jest jego domeną, bo nie lubimy pchać na stromych i długich podjazdach. Jednak życie z Honzo nabiera smaku, kiedy podjazdy mają nastromienie rzędu 8-15%. To da się zmielić przełożeniem 32-36 nawet z siodełka, jak robi się twardziej, wystarczy zablokować Revelationa i kołysząc szeroką kierownicą zmłócić. Przy czym kiedy wertykalne ścianki nie mają więcej niż 100 m, a jest jeszcze miejsce na nabranie rozpędu, szanse ridera na Honzo względem kolegów na wielorzędowych suportach dramatycznie rosną. Na Honzo nie popełni się błędu zrzucając na stromiźnie na młynek, bo tu nie ma młynka! Jak wiadomo, w warunkach pogorszonej przyczepność lepiej wspinać się na twardszym biegu z mniejszym momentem obrotowym. „Na miękko” tylne koło ani chybi wpadnie w poślizg. Tymczasem Honzo z trudem i stękaniem idzie do przodu i zdobywa kolejne metry. W terenie morenowym i pofalowanym, tak jak Jura, biegów jest wystarczająco dużo, a odstępy mimo bardzo nietypowej, dziewiątkowej (sic!) wersji kasety 12-36 nie utrudniają przyśpieszania. Korby mają długość tylko 170 mm. Nie pomaga to na podjazdach - dźwignia jest dość mała, ale na kamienistych odcinkach trudniej przywalić nisko zawieszonym na suporcie pedałem w podłoże. Honzo jest stworzony z myślą o sztucznych, trudnych i pokręconych ścieżkach klasy IMBA. Dlatego na Singletreku w Świeradowie czy nielegalnych ścieżkach w podmiejskich lasach Kona jest nie do powstrzymania. Dopiero chłopaki na ścigaczach XC odchodzą, gdy tylko mocniej pocisną korbę. Żeby uzyskać ten sam efekt w Honzo, korbę trzeba pocisnąć cholernie mocno. Masa kół jest nieubłagana i nie ma na to siły. Albo moc i odporność na niedoloty, albo krosiarska zrywność. Pozycja na podjazdach jest bardzo dobra. Kierownica o szerokości 710 mm połączona jest z długą rurą górną za pomocą 60-milimetrowego mosteczka. Oddechu w piersiach nigdy nie zabraknie, nawet jeśli koledzy od kilkunastu minut jadą z młynka. A kiedy potrzeba, można się fest zagiąć i kręcić pod górę, bo szerokość kierownicy pozwala obniżyć tors nad mostkiem. Kona nie jest nieporęczna podczas podjeżdżania serpentyn i agrafek. Skręca precyzyjnie, choć wymaga szerokiego gestu. Przyczepności kół 29” nie można sobie wyobrazić, ją trzeba poczuć na własnej s kórze. Ale przyczepność, jaką generują opony w Honzo, jest niespodziewana nawet dla wieloletnich użytkowników twentyninerów. Ardenty są grube i wielkie jak nawinięta na obręcz anakonda po zjedzeniu kilku królików. Powierzchnia styku dorównuje oponom z motoroweru, a zębaty i rzadki bieżnik zahacza się o każdy grunt i nawet w glinie jest przewidywalny.

Zjazdy
Prawdziwe oblicze Kony Honzo poznać można dopiero, kiedy ścieżka zaczyna schodzić w dół. Powoli zaczyna docierać, że kąty dziwacznie wyglądające na podjazdach były tylko dopasowane do potrzeb podjeżdżających, natomiast wybrano je ze względu na właściwości zjazdowe. Honzo jest jak mała dirtówka na gigantycznych kołach. Ze względu na inercję potwornego przedniego koła inicjacja skrętu jest toporna i trzeba Honzę wyczuć. Manewr nie może być pozostawiony na ostatnią chwilę. Sekwencja wydarzeń musi być rozpoczęta dość wcześnie. „Cel! - Cel namierzony! Pochylenie! - Jest pochylenie 40°! Mały skręt kierownicą! - Jest skręt kierownicą”... Jak na kontrtorpedowcu. Ale w chwili, kiedy do akcji włączą się boczne klocki opony, sprawy nabierają drastycznego przyspieszenia. Kona musi być wprowadzana w zakręty pod znacznie większą prędkością, niż sugerują to pierwsze manewry. Wiesz, ile to jest 415 mm? To dwa centymetry mniej niż ogon w Twoim rowerze 26” XC. Takie tyły mają rowery BMX i dirt. Twentyninery najczęściej mają 440-450 mm. To, co spotkaliśmy w Konie Honzo, to nie jest krótki tył, to jest „megafunkyultrakrótki” tylny trójkąt! On nie zacieśnia zakrętów, tylko dosłownie wystrzeliwuje tego bękarta dirtówki i smukłej łani XC z każdego łuku. Robi się obłędnie, oczy zaczynają łzawić ze szczęścia, przyśpieszenie robi kolosalne wrażenie i trzeba wziąć poprawkę na głębszy przechył. Clarkson w takich sytuacjach wyje jak potępiony. Muszę przyznać, że mnie na Honzo też się to parokrotnie zdarzyło, bo ona skręca bosko i jest bezkonkurencyjnie szybka na bandach. Ale na sztucznych ścieżkach młodzież rzadko kiedy pozostawia płaskie miejsca pomiędzy zakrętami. I „Hopka” to drugie imię Honzo. Rower pozwala znakomicie kontrolować prędkość, choć Elixir 1 to spowalniacze i nie są naszymi ulubionymi hamulcami. Pozycja za kierownicą jest optymalna dla wyjścia z progu... Ale niech Was Pan Bóg broni przed zrobieniem X upa. Efekt żyro, jaki wywołują te mastodontyczne koła, jest porównywalny do żelaznych kół lokomotywy z Wolsztyna. Gigantyczny żyroskop momentalnie prowadzi do „tabletopa” i jak jesteś zbyt nisko to będzie bolało. Mnie po jednej próbie raz na zawsze przeszła ochota na takie akcje. Whip - to pojęcie też trzeba wymazać ze słownika. Po prostu odgięcie dwóch jednocześnie rotujących żyroskopów od płaszczyzny obrotu wymaga masy i bardzo energicznego rzutu ciałem. Pewnie się da, ale strach pomyśleć, jakie mogą być tego konsekwencje, kiedy zechcesz powrócić do pionu przed lądowaniem. Strach sparaliżował naszych testerów. Jeśli tylko nie planujesz rotacji poziomych i odchylania się od pionu, Kona Honzo jest znakomita. Wycelowana leci dokładnie tam, dokąd chcesz. Stabilność lotu (żyroskopy!) jest obezwładniająca. My się nie odważyliśmy, ale no hander lub superman na tym rowerze jest prawdopodobnie łatwiejszy niż na normalnej dirtówce.

Dodano: 2012-09-16

Autor: Tekst: Antek Zuzak, współpraca: Miłosz Kędracki, zdjęcia: Daniel

Tagi: hardtail, kona

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory