Testowaliśmy większość rowerów terenowych Gianta, zwłaszcza fulli, ale mimo że koncern na świecie ma znaczącą pozycję również w konstrukcjach szosowych i jest sponsorem odnoszącego sukcesy protourowego zespołu Rabobank, jakoś nie składało się nam na testy drogowe. Aż do teraz. W trudnych warunkach zimowo- wiosennych mieliśmy okazję objeździć konstrukcję, na której Denis Menchov wygrał dwa lata temu Giro.

Technika
Użycie słowa Advanced w nazwie modelu oznacza w Giancie, że mamy do czynienia z konstrukcją carbonową. Wielu producentów, nawet o bardzo rozpoznawalnych markach, oddaje wykonanie niskonakładowych ram węglowych firmom, które się w tym specjalizują. Tak się składa, że Giant jest właśnie jednym z tych specjalistów. Cały proces produkcyjny ramy i widelca TCR Advanced odbywa się pod jednym dachem w fabryce C-Tech. Od surowego materiału, z którego tkany jest prepreg, aż do wykończenia. Daje to Giantowi pełną kontrolę nad każdym etapem konstrukcji i niższe koszty, które są też odczuwalne w sklepie. Ramę TCR Advanced utkano z włókna węglowego o symbolu T-700. To druga od góry półka materiałów używanych do budowy ram. 
Zgodnie z najnowszymi trendami pogrubiania wszystkiego, ma poszerzaną beczkowatą główkę OverDrive 1⅛” na 1¼”, której urodę kocha chyba tylko konstruktor, potężną rurę dolną Mega-Drive i gniazda suportu Powercore o rozstawie 86 mm zintegrowane z łożyskami (system Shimano). Rura siodłowa i sztyca są spłaszczone dla zmniejszenia oporu powietrza jak w trzykrotnie droższym TCR Advanced SL, ale pozbawione niepraktycznej, zintegrowanej sztycy ISP. Ponieważ tylny trójkąt jest smakowicie krótki (410 wg naszego pomiaru, 405 katalogowo) w dolnej części rura siodłowa jest wyprofilowana do koła. Tył jest tak zwarty, że naszym zdaniem może być bardzo ciasno z oponami szerszymi niż 23c. Główka, jak na rower zawodniczy, ma dość spokojną geometrię, typową sztycę. Rama, jak wypada pionierowi geometrii kompaktowej, jak na swoją wysokość jest długa. Carbonowa sztyca oraz aluminiowe mostek i kierownica pochodzą z serii Giant Contact, którą zapowiadaliśmy w relacji z Eurobike 2009. Siodło Fi’zi:k Arione jest pierwszym tej marki, które rozważalibyśmy jako prywatny zakup. Niespodziewaną zaletą aerosztycy jest świetne trzymanie obejmy. Wbrew pozorom całkiem częsty problem w ramach węglowych. Nie trzeba stosować past ani wzywać zaklinacza, żeby po dokręceniu obu śrub z zalecaną siłą 4 Nm nie obawiać się o objeżdżanie siodła. Regulacja kąta pochylenia z pokrętłem przypadła nam do gustu.

Jazda
Pierwszą rzeczą, na którą zwróciliśmy uwagę przygotowując się do inauguracyjnej jazdy testowej, była sztyca. Czy efektem profilowania aero nie będzie betonowy tył przenoszący wszystkie wibracje wprost na nerki? Po kilkudziesięciu kilometrach polskich dróg naznaczonych dziurawą wysypką od mrozów doszliśmy do wniosku, że to faktycznie problem. Złego słowa nie można powiedzieć o przeniesieniu napędu. TCR lubi wolny obrót i nie uroni z niego niepotrzebnie ani wata. Świetnie sprawował się pod ciężkim średnio silnym jeźdźcem nawet przy ponad kilowatowych sprintach. Przód, mimo sztywnej aluminiowej kierownicy, wydawał się znacznie łagodniejszy dla nadgarstków i oprócz marginalnego wahania w pierwszych wirażach, spowodowanego niedociążeniem przodu, nie mieliśmy mu nic do zarzucenia, o dziwo nawet dwuskładnikowe opony nieźle dawały radę w solance i temperaturze bliskiej zeru. W kolejnych jazdach i po podmienieniu kół na lżejsze i bardziej elastyczne Dura-Ace odkryliśmy tajemnicę twardego tyłu. Tak, uwielbiamy DT Swiss za szprychy i piasty, ale obręcze w tym rowerze wolelibyśmy inne. Na tych samych referencyjnych kołach Shimano jeździliśmy na najwyższych modelach Colnago i Specialized z bardzo porównywalnym poczuciem komfortu. Musimy przyznać, że R1800 wykonane są z dbałością o szczegóły i z dobrego materiału, który nawet w piasku i błocie nie zostawił aluminiowych wiórków w klockach, ale nadają się raczej na trening.

Bez rozbijania banku można oszczędzić prawie 0,5 kg masy rotującej na porządnych kołach do wpinaczki. W podobnej wadze jak R1800 można też, choć przyznajemy, że za więcej niż średnią krajową wypłatę, skompletować koła aero, które przy okazji świetnie komponowałyby się z grubymi rurami ramy. Przy okazji testu TCR-a mieliśmy też okazję po raz pierwszy pojeździć na nowej Ultegrze serii 6700, wzorowanej na miłościwie królującym Dura-Ace serii 7900. Węglowe klamkomanetki, oprócz napisu, wyglądają też jak w wersji z najwyższej półki. Przednia manetka ma po staremu półbiegi którymi można przesunąć przednią przerzutkę o jakieś 2 mm, żeby skrzyżowany łańcuch nie ocierał o wąską prowadnicę. Nie wszyscy kochają rozwiązanie Dura-Ace z szerszym wózkiem, w którym tę regulację wyeliminowano. Nam nie robi to wielkiej różnicy podczas jazdy, ale z pewnością zauważamy ją na metce z ceną. Przerzutki i hamulce to dokładnie to, czego można się było spodziewać. Perfekcja. Nie udało się nam wyczuć różnicy w stosunku do Dura-Ace. Korba Ultegry ma zębatki w klasycznej odległości i zachęca do bardzo twardego obrotu. Przy ostrej jeździe pod górę na „blacie i ośce” z przechyleniami roweru nie usłyszeliśmy ani raz chrobotu protestu ze strony napędu. Zmiany przełożeń z tyłu są identyczne jak w Dura-Ace, z przodu o błysk szprychy wolniejsze. Giant ewidentnie adresuje TCR Advanced 1 do bardziej ambitnych kolarzy. Mimo wzrostu popularności kompaktowych korb i zaadaptowania standardu przez Shimano, blaty mają standardowe wielkości 53/39, za to kaseta bardzo sensowne w pagórkowantym terenie: 12-25. Podsumowując, Giant TCR Advanced 1 to rower, który można śmiało porównywać z konstrukcjami konkurencji wartymi po dwa razy więcej. Wszystkie nowe technologie pogrubiania rur i powiększania łożysk nie są tu na pokaz. Faktycznie zdają egzamin w praniu. Gdzie jest haczyk? Ano w tym, że z sześciu rozmiarach, w jakich produkowana jest rama TCR Advanced, w Polsce dostępne są tylko trzy środkowe. Daje to możliwość dobrania właściwego roweru dla mniej więcej 70% populacji, ale jeśli w autobusie musisz uważać na górne poręcze lub identyfi kujesz się z Panem Wołodyjowskim, swojego wymarzonego rumaka musisz poszukać gdzie indziej. Większości pań też dziękujemy. „Normalnym” ambitnym amatorom płci męskiej można śmiało polecić TCR Advanced jako świetny rower na treningi w konfiguracji fabrycznej i do ścigania. Ale jeśli z ambicjami na konkretnie miejsce, to raczej na innych kołach.

Dodano: 2011-10-31

Autor: Tekst: Maciek Machowski, zdjęcia: bikeBoard

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Eagle???

Merida Big.Nine 6000 i Big.Nine 800

Kross Level 13.0

Kolarz - cukrzyk

Karpaty w trzech aktach