Zwiedzając kolejne stoiska w czasie Eurobike’u czy przeglądając katalogi marek okazuje się, że status hardtaila – roweru górskiego bez amortyzacji tylnego koła – radykalnie się obniżył. Rolę prestiżowych precjozów rodowych przejęły zaawansowane fulle i wypasione szosówki. Jeszcze tylko brandy z rozbudowanym zespołem XCO wysuwają HT na początek typoszeregów. Jednak jest ich coraz mniej.


Czyżby rowery bez zawieszenia nagle przestały być potrzebne? Bynajmniej. Nie zniknęły łatwe szlaki i drogi gruntowe. Wciąż chcemy eksplorować teren, zdobywając przestrzeń i pokonując wielkie dystanse. Właśnie w takim środowisku rower bez zawieszenia tylnego koła, a często także bez amortyzacji przedniej, spisuje się optymalnie.


I tu do akcji wkroczyli marketingowcy, całkowicie zmieniając sposób postrzegania rowerów bez zawieszenia. Wytrych to słowa klucze: bikepacking, gravel, monstercross i całe linie lub tylko pojedyncze modele rowerów niesportowych o wielkiej uniwersalności. Na kołach o różnych rozmiarach i z bardzo różnymi kierownicami. Przeznaczone są do jazdy w łatwym terenie, nie wymagają skupienia w czasie jazdy i są doskonałe zarówno do wielkiej turystyki, jak i dojazdów do pracy z bagażem większym niż ten, który zmieści się w tylnej kieszonce koszulki lub mikrocamelbaku. A ponieważ w obecnym świecie specjalizacja jest idolem, pojawiło się stwierdzenie, że ich niszą i specjalizacją jest… brak specjalizacji i wszechstronność. To joker, który może zastąpić każdą inną kartę, pozwalając wygrać większość partii, od których superwyspecjalizowane enduro czy ultraszybka szosa wstaje bez lewy. Jak zwykle wśród projektantów trudno liczyć na zgodę w kwestii, jaki rower optymalnie spełnia potrzeby użytkowników. Każdy z nich ma swoją wizję i z tego właśnie powodu także wśród jokerów pojawiają się dość daleko idące różnice. Poszukując szosówki, która radzi sobie nie tylko na ultragładkich asfaltach, ktoś przypomniał sobie o bolidzie przełajowym. Stworzonej do godzinnego tyrania dla świetnie wyszkolonych kolarzy o pewnych skłonnościach masochistycznych. W długodystansowym użyciu przy nieznacznych prędkościach okazuje się jednak równie praktyczny jak żużlowy motocykl (bez skrzyni biegów i zawieszenia kół) w podróży dookoła Polski. W bB#11-12/2015 skrupulatnie opisaliśmy różnice pomiędzy rowerami przełajowymi i nową odmianą szosówki o wdzięcznej nazwie (...)


Cały tekst znajdziecie w bikeBoard 10/2016 (gdzie kupić)

Kup e-wydanie

Dodano: 2016-10-07

Autor: Tekst: Miłosz Kędracki, zdjęcia: Piotr Staroń

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Rowery wszechgórskie

Duże koło dla juniora

Maratony MTB Ultra