Ciepłe stopy: zimowe buty rowerowe '2011
Już wkrótce właśnie tak będzie wyglądał Twój świat. Nie, wcale nie musisz tam być. Możesz pozostać przy kaloryferze z pilotem w ręku i kotem na kolanach. Ale jeśli pragniesz przygody na rowerze, albo potrzebujesz zrobić bazę kilometrów, wyświadcz sobie przysługę i zainwestuj w buty. Tak, zimowe buty rowerowe. Wydają się być fanaberią, bo przecież zawsze można założyć grubsze skarpetki, owinąć stopy workami z foli i wsunąć stopy w zwykłe, wentylowane i szybkoschnące, bo przemakalne rowerowe pantofle. Może będzie trochę cisnęło i po kilkudziesięciu minutach stracisz czucie w palcach. Worki na pewno się podrą, a skarpety nasiąkną wodą i skończy się tak jak zwykle. Czyli aspiryną, sokiem z malin, przepoconą kołdrą i dwoma tygodniami bez roweru. Owszem, jest jeszcze inne wyjście - ochraniacze. Znam. Używałem i przyznam, że na szosie są OK. Rzadko które jednak są nieprzemakalne i woda znajduje wejście poprzez otwór na blok. Albo poprzez szwy, albo zamek błyskawiczny. No i nie daj Boże, żeby trzeba było w nich choć kawałek przejść. Błotny podbieg? Zapomnij! Mają minimalny protektor, więc ślizgasz się w nich jak w niemej komedii z Chaplinem. Zresztą i tak zsuną się i zasłonią bloki, więc się nie wepniesz. Jedyne wyjście, które rzeczywiście działa, to rowerowe buty na zimę. (...)
Po pełen tekst artykułu zachecamy do sięgnięcia po papierowe wydanie bikeBoard 11/2011 (gdzie kupić)
2011-10-26 | Tekst: Antek Zuzak
Komentarze użytkowników
Zaloguj się aby komentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

