Tytanowe ramy rozpalają umysły rowerzystów od dawna. Tytan to genialny materiał, którego nie sposób docenić od razu. W przeciwieństwie do carbonu, którego zalety można poczuć w ciągu pięciu minut, szacunek do tytanu buduje się latami. To wprawdzie tylko metal i dość powszechny pierwiastek na Ziemi, ale rozumiem tych, którzy robią sobie tytanowe obrączki. Tytan, choć nie jest metalem szlachetnym, ma w sobie coś z kruszców. Tajemnicze i magiczne właściwości, które można latami smakować.

Rychtarski Krucza Skała
Ktoś mi przygadał na Fejsie o Porsche. Ale miał trochę racji, bo ten rower jest rzeczywiście zamiast czerwonego Boxxtera albo motocykla enduro. Kryzys wieku średniego ma u mnie łagodny przebieg, sprawiłem sobie zupełnie niepotrzebny... rower. Jeszcze do niedawna, kiedy na nim jechałem nadmorskimi bulwarami, oglądały się za mną młode kobiety. Patrzyły na mojego superprzystojnego syna kołyszącego się w foteliku.

Rama powstała na zamówienie, a z jej twórcą umówiliśmy się właściwie tylko na to, że tylny widelec musi być maksymalnie krótki. Dopiero od roku czy dwóch producenci zaczęli eksperymentować z tym parametrem i ramy „najnerów” zaczęły skręcać porównywalnie do 26”. W tej singlowej ramie można tak cofnąć koło, żeby odległość pomiędzy osią suportu a koła wynosiła od 440 (całkiem klasycznie jak na 29”), albo tak radykalnie jak 400 mm! Mało jest rowerów na kołach 26” o tak krótkim ogonie. Rychtarski podciął maszt podsiodłowy tak, jak w ramach torowych. Cieniutkie i gęste szwy spawów dokleiły plaster blachy czyniąc z niej obiekt unikalny i ekskluzywny. Z innych wymagań, dla lepszej amortyzacji chciałem zintegrowanego masztu podsiodłowego. Kąty miały być klasyczne 71/73, a górna rura niezbyt długa. Budowa roweru na zamówienie wymaga cierpliwości, a tu bikes4you w ciągu dwóch miesięcy dostarczył ramę. Nie byłem gotowy i nie miałem nawet wszystkich części potrzebnych do uruchomienia roweru. Ale nie wszystko poszło tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Ze względu na moje dziwaczne pomysły - singiel i specyficzną linię łańcucha - krótki tył, założenie korb okazało się niemożliwe.

Rama musiała wrócić na stół spawalniczy. Lech Rychtarski zaproponował rozwiązanie, które wprawdzie zapewniło odpowiednio dużo miejsca na koronkę korbowodu, ale przyprawiło mnie o ciarki. Rurka łańcuchowa od strony koronki nie istnieje - zastąpiona została przez blaszkę. Wydzwaniałem, błagałem - Rychtarski był nieprzejednany. Stwierdził, że będzie działać i nie pęknie. Pisałem, groziłem... A Mistrz stwierdził tylko, że nawet jeśli, to on osobiście po tę ramę przyjedzie i naprawi. Nie wierzyłem, a tu minęły trzy lata i rama jest cała! Sztywny rower jest tłuczony od dawna i ostro. Ja lekki nie jestem, więc na zjazdach daję tytanowi niezły wycisk. Podobnie jest na podjazdach - jeden bieg i korby 180 mm kontra jurajskie pagórki albo Mazowieckie wydmy... A on nic, ani drgnie. Zastosowane rury mają olbrzymie średnice - porównywalne do ram aluminiowych. Do budowy tyłu roweru Bikes4you zastosowało dość duże przekroje rurek, np. tylne mają 18 mm średnicy. Maszt podsiodłowy, tak jak i pozostałe rurki przedniego trójkąta, ma średnicę, której można się bać - 36 mm. Rama jest sztywna bocznie jak kratownicowy most Piłsudskiego w Krakowie i nic, ani ekscesy na krakowskiej „Łopacie” (trasa DH w Lesie Wolskim - przyp. red.), ani dość twarde przełożenie 34x16 (29”) nie są w stanie zgiąć jej struktury. Wyginają się korby, tytanowa oś suportu Phila Wooda, a rama Rychtarskiego pozostaje niewzruszona. Pierwsze przejażdżki na nowym rowerze nie dały mi spodziewanej satysfakcji. Oczekiwania były rozbudzone i podsycane długim oczekiwaniem na skompletowanie sprzętu. Tyle się naczytałem o „magicznych” właściwościach tłumienia drgań w tytanie, a tu... w zasadzie nic szczególnego. Dopiero bezpośrednie porównanie do innego roweru daje pojęcie o tym, jak działa ten niezwykły metal. Kiedy czasami przesiadam się na HT, to okazuje się, że choć całkiem sztywny Rychtarski Krucza Skała nie jest tak komfortowy jak hardtaile (z amorem), to prędkość, jaką można uzyskać na nierównym podłożu jest co najmniej porównywalna. Rower nieco bardziej podskakuje przodem, ale tył zachowuje się dużo bardziej kulturalnie niż inne metalowe rowery. Niesamowite tłumienie drgań o wysokich częstotliwościach można porównać wyłącznie do dobrze wykonanej ramy z carbonu. Kiedy dopracowałem w krakowskim Vario Bike jarzmo siodła, z przerażeniem zorientowałem się, że maszt podsiodłowy wyszedł zbyt krótki. Płakać mi się chciało. Ale rower zmontowałem i zacząłem jeździć. Względem normalnych rowerów odległość pomiędzy wierzchem siodła a suportem jest mniejsza aż o 15 mm. Jednak po pierwsze korby mają 180 mm, większość podjazdów i tak trzeba jechać na stojąco (to jest singiel, kochanie!), a kiedy na podjeździe mogę siedzieć, to kadencja i tak spada poniżej 60, a twarde biegi łatwiej pchać kiedy siodło jest niżej. Widelec ma kształt i wielkość sowieckiej młockarni frontowej. Odpowiednik wykonany z rurek aluminiowych o podobnych wielkościach miałby moc urwania ramion w barkach. Średnica goleni jest taka sama, jak w szanującym się amorze - 32 mm. Owszem, trzęsie i podskakuje, ale nawet korzeniaste sekcje można przejechać gładko i prędko. Wielkość kół (29”) i objętość przedniej opony (staram się, żeby miała około 2,2”) ma oczywiście bardzo duże znaczenie.

Jest to jeden z najzwrotniejszych rowerów, jakie mam okazję ujeżdżać. To udało nam się osiągnąć bez pudła, ale znajomi, którzy siadają za jego sterami, twierdzą, że jest znerwicowany, że wymaga ciągłej uwagi. Zachowuje się jak „naspidowany” byk z trzema lancami wbitymi w kark. Inicjacja skrętu jest szalenie szybka, ale wyobraźcie sobie, że w tej chwili mam tył ustawiony na 410 mm. Większość 26” ma 425!

Podsumowanie
Nie wiem jak długo ta rama wytrzyma - na razie jedynymi oznakami użytkowania są przetarcia wypiaskowanych na mat powierzchni. Przekonałem się kolejny raz, że rama na miarę nie jest dla każdego. Trzeba mieć sporo doświadczeń i długo się nad nimi zastanawiać, porównywać różne rowery i mieć później na tyle dużo czasu, żeby móc to wszystko z autorem ramy przedyskutować. Ja tylko na ten etap poświęciłem prawie pół roku! Pół roku bazgrania na kartkach i telefonowania - obłęd. Cierpliwość jest niezbędna, bo zawsze coś w międzyczasie wyskoczy. Braknie materiału, coś okaże się nierealne technologicznie (jak na przykład długość rur, z których można zrobić maszt podsiodłowy jest ograniczona) i trzeba wszystko zmieniać. Wiem z doświadczenia, że popędzanie konstruktora wywoła tylko więcej szkód dla projektu. A teraz zahaczę o mistykę. Ramy na zamówienie się nie produkuje, ona się rodzi. I to często w bólach i gniewie. Budowniczy zaklina w niej swoje umiejętności i osobowość, a pomysłodawca - jak ojciec - ma w tym wiele udziału. Pośpiech jak w narzeczeństwie - prowadzi do błędów i (no teraz już grubo przesadzę) cały proces powstawania ramy można porównać do dojrzewania człowieka. Rodzice nigdy nie wiedzą, jakie będzie ich dziecko, ale jeśli je kochają, będzie cudowne. Choć czasem potrzeba więcej czasu i dystansu, żeby ocenić efekty. Mnie pokochanie Kruczej Skały zajęło trzy lata. Trzeba przyzwyczaić się do indywidualnych cech (jeszcze dwa lata temu napisałbym wad i pomyłek), pokochać je i nauczyć się te słabości wykorzystywać w jeździe. Jeśli seryjny rower można polubić, to rower na miarę można pokochać, afekt nie jest papierowy, bo rower na miarę ma osobowość i duszę i nie wszystko robi tak, jak ty chcesz. Czasami musisz mu ustąpić, jak ja regulując tylny hamulec.

Dodano: 2012-11-05

Autor: Tekst: Miłosz Kędracki

Tagi: tytanowe, Rychtarski

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później