Patrząc na metkę, nowy produkt Gianta można zakwalifikować do kategorii Pro. Nad stworzeniem idealnego buta wynajęci przez Gianta specjaliści głowili się przez kilka lat.

Charge jest bardzo sztywny, ma dobre trzymanie, co w moim wypadku nie było łatwe – mam wąską, silnie wysklepioną stopę. Dzięki specyficznej budowie przyszwy, opartej na wąskim szkielecie ExoBeam i zapięciu Boa, stopa jest dokładnie opasana, co zapewnia doskonały transfer energii. Co ciekawe, podobne wrażenia miał też inny tester o wyraźnie szerszych „płetwach”. Imponujące. Charge bardzo dobrze spisuje się na podbiegach – jest stabilny, agresywny bieżnik i kolce wspomagają trakcję, a dzięki elastycznemu przodowi nie biegnie się jak w drewniakach. Pod tym względem Charge jest lepszy niż większość znanych mi modeli XC.


Łyżką dziegciu jest jednak przesuwanie się pięty na podbiegach – można to wyeliminować bardzo mocnym zaciśnięciem sznurówek BOA. Trzeba natomiast podkreślić, że podczas jazdy pięta jest w pewnym uchwycie i nie przesuwa się. Charge zniosły testy w koszmarnych, listopadowo-grudniowych warunkach bez widocznych oznak zużycia. Jesienne jazdy były przyjemnością ze względu na oszczędną wentylację buta, podejrzewamy, że w lecie może być w nich gorąco. Ceną, jaką płaci się za solidność, jest nieco większa masa. W stosunku do topowych modeli z tej półki cenowej Charge są cięższe o około 50 – 60 g na bucie – tutaj każdy musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy to dużo czy mało. My uważamy, że dla kogoś, kto chce mieć trwałe buty, to tyle co nic, natomiast na najwyższym poziomie wyczynu i przy kilku parach butów do dyspozycji w sezonie można się nad tym zastanawiać.

Artykuł ukazał się w magazynie bikeBoard wydanie 3/2016

Możesz kupić e-wydanie

Dodano: 2016-05-18

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później