Kojarzycie takie nazwiska jak: Danilo Hondo, Grega Bole, Michelle Scarponi i Alessandro Petacchi? A Niemiec? Pierwsi dwaj kojarzą się z naszym narodowym tourem. O dwóch kolejnych co chwila słychać we wiadomościach z czuba peletonu World Tour. Łączy ich to, że wszyscy jeżdżą w tej samej drużynie.
Lampre - ISD od wielu już sezonów kojarzona jest z marką Wilier. Postanowiliśmy sprawdzić, czy w bardzo przystępnym cenowo modelu Izoard XP wciąż niosą się echa zakończonych niedawno TdF czy Giro, gdzie wspomniany Michelle otarł się o podium generalki.
Rama Izoard XP wpada w oko bardzo dynamicznym i energetycznym designem. Średnice przekrojów, podobnie jak zastosowane rozwiązania, są jednak dość typowe i nie odbiegają od standardu tego segmentu cenowego. Rura główna i delikatnie wygięta w łuk górna mają minimalnie trapezowe kształty, co poprawia sztywność w istotnych
płaszczyznach. Węzeł sztycy gładko przechodzi w monostay. Główka ramy mieści klasyczne średnice łożysk, a miski suportu są wkręcane. Izoard XP w rozmiarze 555 mm i z 110 mm mostkiem dla osoby 180 cm wzrostu wydaje się zwarty, by nie napisać ciasny, a pozycja jest, jak na rower szosowy, bardzo otwarta. Kąt ugięcia łokci pozostawał w normie, a i kolanami nie zahaczałem o przedramiona, więc wszystko powinno być OK. Dla regulacji wysokości mostka pozostawiono pod nim 2 cm podkładek, ale nawet po ich wyjęciu rower jest bardziej endurance niż race.
Z punktu widzenia potencjalnego nabywcy (szosowca amatora potrzebującego maszyny treningowej i sporadycznie oręża walki w peletonie) to zaleta. Kilka treningów na różnym poziomie intensywności wspominam o tyle, że na pewno mniej bolały mnie ręce, na których przy dolnej pozycji zazwyczaj spoczywa największy ciężar. Testerzy uznali jednak, że przy skokach na stojąco przydałby się o 1 cm dłuższy mostek, bo sprinter za bardzo wychyla się za linię kierownicy. Na przyspieszenia Izoard XP reaguje dość żwawo, na co ma wpływ rozsądna masa całości, wynikające z lekkości ramy - 1390 g. Dynamikę Izoard burzą dość ciężkie koła. Testerzy stwierdzili że: - Izoard w przyszłości zasługuje na coś z wyższej półki. Sztywności mu nie brakuje, choć pod nogą Petacchiego z pewnością jęknąłby nieraz. Masz nogę Petacchiego? Wilier jest gorącokrwisty, dlatego najlepiej sprawdza się w łagodnych łukach, bez gwałtownych zmian kierunku. Za sprawą długiego na 410 mm ogona i nisko zawieszonego suportu ładnie prowadzi się przy dużej prędkości, ale na ciasnych agrafkach, np. Magury Wilkowickiej, lepiej na niego uważać. Krótka baza kół czyni go dość zwrotnym, ale wymaga to odwagi i dużego wyczucia. Stanowczym pochyłem popartym ruchem kierownicą łatwo go „wkręcić” w ciasny w peletonie, ale niestety przy dużej prędkości i zbyt gwałtownym złożeniu, tylko maksymalne skupienie dzieli od „podcięcia” kierownicy. Wygięty łukowato w przód węglowo-aluminiowy widelec oraz kąt, pod jakim nachylono go względem podłoża (72,5°), predestynują Izoarda do użytku długodystansowego. Współgra z tym dość przyzwoite tłumienie drgań, ale czy to zasługa odpowiedniego ułożenia włókien konstrukcji carbon wms, profilowanych górnych rurek tyłu, czy też łuku górnej rury to mało kogo obchodzi. Zastosowano dość miękkie przełożenia, niemniej szalona mieszanka zmieniarek Veloce i trybów Miche / FSA działa nadspodziewanie poprawnie i szybko. Po raz kolejny widzimy, że projektanci, zamiast cudować z wewnętrznym prowadzeniem pancerzy, powinni zwracać uwagę na położenie przelotek i dobór linek i pancerzy. A zastosowane pancerze Campy są pierwszorzędne. Lekkość działania dźwigni i precyzja zmian są w Izoard XP fantastyczne. Jakości redukcji przodu pod obciążeniem nie sprawdzałem, bo... kompakt sparowany z 27 zębami kasety w zasadzie tego nie wymaga. No, chyba że pod Mortirollo. Szkoda, że dźwigienki redukcyjne Campy pozwalają wyłącznie na pojedynczą redukcję, a nie, jak np. w Recordzie, przez całą rozpiętość kasety. Ogólnie rzecz biorąc Izoard XP nie służy do wygrywania tourów. Jednak w zrealizowaniu solidnego treningu, amatorskiej etapówki czy wyścigu będzie bardzo dobry. Optymalnie sprawdzi się jednak podczas wakacyjnej przygody pośród niezliczonych zakrętów słynnego Stelvio, z echem nadludzkiego wysiłku odbijającym się od zboczy. Jeśli jednak Wasze plany nie sięgają aż do Włoch, a na przykład w Beskidy, to w towarzystwie Izoard XP może nikt nie odróżni Was od którejś z gwiazd Lampre-ISD. Szczególnie jeśli np. na Salmopolu pojawicie się w towarzystwie Przemka Niemca, który - odpoczywając w rodzinnym Oświęcimiu - często się na tej przełęczy pojawia.

Dodano: 2012-09-13

Autor: Tekst: Jarek Hałas

Tagi: szosa

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Internet trenażerów

Szosowe opony na zimę

Polskie etapówki

Azory